Opublikowano

Ani za mamusię, ani za tatusia

12186486823_64d5b59af2_z

Malutkie dzieci same intuicyjnie wiedzą, jaka dieta jest dla nich najlepsza. Wystarczy się w to wsłuchać. I utrwalać prawidłowe nawyki żywieniowe osesków. Dzięki temu naszym pociechom łatwiej będzie uniknąć otyłości i zdrowo jeść w późniejszym wieku, także gdy dorosną.

Dane są zatrważające – z roku na rok przybywa otyłych dzieci! Wśród nich są już kilkulatki.  Powód? Maluchy jedzą coraz bardziej niezdrowo. A karmią je w ten sposób rodzice. I to często… z miłości. Chcą dla dziecka dobrze. Ale popełniają mnóstwo błędów, o których nawet sami nie wiedzą.

Naukę właściwych nawyków żywieniowych należy zacząć już od oseska. Gdy maluch dobrze siedzi, czyli ma ok. pół roku, możesz sadzać go w odpowiednim foteliku i dawać do ręki łyżeczkę. Im szybciej zacznie trening trafiania łyżeczką do buzi, tym lepiej to opanuje. Marchewkowa papka rozpryskana po kuchni jest tu „wliczona w cenę” – to nieodłączna część tej szkoły samodzielności.

Jakie błędy najczęściej popełniają rodzice?

Zaburzanie odczuwania naturalnych smaków u dziecka.
Niemowlęta mają dużo słabiej wykształcony smak słony i słodki. Niestety, wielu rodziców przyprawia jedzenie dla dzieci tak, jak dla siebie. Nawet gdy karmią gotowymi zupkami czy musami, dosładzają je lub dosalają. W ten sposób sami przyzwyczają maluchy do bardziej „podkręconych” smaków, a to nie służy zdrowiu dziecka. Poza tym sprawia, że maluchy nabierają nawyku sięgania po słodkie. Pamiętajmy, że naturalnym napojem osesków, oprócz mleka, powinna być woda (należy je do niej przyzwyczajać), herbatki dla niemowląt lub soki rozcieńczone wodą. Nie należy ich dodatkowo dosładzać! Oswajajmy dzieci z naturalnymi smakami warzyw, orzechów itd. Pozwalajmy odkrywać, co lubią, a czego nie, rozbudzajmy chęć próbowania nowych potraw. Należy jednak zachować dużą ostrożność w dawaniu maluchom słodyczy. Rodzice często mają wyrzuty sumienia, że nie poświęcają dzieciom odpowiednio dużo czasu i kupują im różne słodkości – mówi Emilia Zęgota, dietetyk z poradni Way to Shape (www.waytoshape.pl). W ten sposób uczą je, że jedzenie rekompensuje im pustkę, jaką mają z powodu nieobecności mamy i taty. Takie dzieci w przyszłości mogą zajadać słodyczami pustkę emocjonalną, jaka pojawi się w ich życiu (gdy np. stracą partnera albo pracę).

Ta dziewczynka poznaje smak brokułów i kalafiora
Ta dziewczynka poznaje smak brokułów i kalafiora

Karmienie na siłę.
Rodzice mają skłonności do przekarmiania maluchów. Dietetyk Emilia Zęgota przestrzega przed popularną metodą: „za mamusię, za tatusia i jeszcze za babcię…” W ten sposób rozciągamy żołądek dziecka i uczymy jedzenia niemającego nic wspólnego z zaspokajaniem głodu. Ekspertka odradza też karmienie łyżeczką dzieci, które już potrafią posługiwać się tym sztućcem. Gdy poczują głód, będą same jeść.

Ponaglanie.
Bardzo często gdzieś się śpieszymy, musimy iść, a maluch je, je, je… Ze zniecierpliwieniem poganiamy go, by robił to szybciej. Zdaniem specjalistów, to też duży błąd. Naturalne tempo jedzenia jest powolne – podkreśla dietetyk Emilia Zęgota. Musi zdążyć wydzielić się ślina, dzięki której pokarm jest zmiękczany, wymaga on też pogryzienia. Potrzebny jest również czas, by wydzieliły się soki trawienne. Nie potrzebujemy płynów, by łatwiej nam się jadło. Niestety, rodzice, chcąc przyspieszyć konsumpcję swojego dziecka, podają mu herbatkę lub np. sok.

Brak koncentracji na jedzeniu.
W każdej rodzinie bardzo ważne jest celebrowanie posiłków z pociechami, nawet tymi najmniejszymi. To najlepsza nauka właściwych nawyków żywieniowych. Maluch uczy się wtedy, że jedzenie wymaga odpowiedniego miejsca, czasu, podpatruje też, co kładą na talerz rodzice, jak to robią. Niestety, zwyczaj wspólnych posiłków zanika w naszych domach. Zamiast tego rodzice dają dziecku jeść przy okazji robienia innych czynności, np. podczas ubierania go, oglądania przez niego bajki albo gdy jest zajęty zabawą – zauważa Emilia Zęgota. Nie uczy się dzieci, że spożywanie posiłków jest czynnością samą w sobie, że można „tylko jeść”. Nie tłumaczy, po co właściwie jemy.
Rodzice wyrabiają w ten sposób u swoich pociech nawyk automatyzmu jedzeniowego, który nie ma nic wspólnego z zaspokajaniem głodu.
Warto o tym wszystkim pamiętać. I jeszcze jedno: gdy nasza pociecha mówi: „Nie chcę już/tego jeść!”, uszanujmy to. Małe dziecko się nie wstydzi, nie zastanawia się, czy wypada coś zrobić, powiedzieć, ani czy może odmówić jakiegoś dania itd. Po prostu to robi. Jest asertywne. Ono wie, czy jego organizm potrzebuje danej potrawy, czy nie. I świetnie wie, kiedy najedzone. Działa po prostu w zgodzie z naturą.
Elżbieta Bogusławska-Przybysz
Zdjęcia: Matt Preston/flikr.com, https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/; Ambernectar13/flickr.com, https://creativecommons.org/licenses/by-nd/2.0/

 

 

Dodaj komentarz