Opublikowano

Cała prawda o łososiu – i nie tylko o nim

łosoś

Bardzo lubię ryby, a łososia szczególnie. Wolałabym nie znać prawdy o nim. I pewnie norwescy hodowcy też by woleli, żeby klienci jej nie znali. Niestety, niektórzy badacze twierdzą, że hodowlany łosoś z Norwegii to jeden z najbardziej toksycznych produktów żywnościowych na świecie.

Norwegia kojarzy mi się ze wspaniałą przyrodą, niesamowitymi widokami aż po horyzont, bujną zielenią i malowniczymi fiordami. Wydaje się ona rajem dla wszystkich stworzeń małych i dużych. A łosoś, polecany przez wielu dietetyków jako zdrowy, to narodowy symbol tego kraju. I bardzo ważny w jego gospodarce – więcej zysków daje Norwegii jedynie ropa. Dieta Skandynawów powszechnie uważana jest za zdrową, a ryby i owoce morza w niej dominują. Po łososia sięgamy więc zwykle z dość dużą ufnością.

Uwielbiamy go w każdej postaci: smażonego, pieczonego, a także wędzonego
Uwielbiamy go w każdej postaci: smażonego, pieczonego, a także wędzonego

Dwaj francuscy dziennikarze Nicolas DanielLouis de Barbeyrac przez kilka miesięcy przyglądali się produkcji ryb na świecie, szczególną uwagę poświęcając łososiowi. Rozmawiali z wieloma osobami pracującymi w przemyśle rybnym, ekologami i naukowcami. Odkryli sporo niepokojących faktów. Owocem ich pracy był film dokumentalny „File Oh! Fish” (2013), który rok temu trafił do Polski pod tytułem „Cała prawda o rybach”. Wypowiadający się w tym materiale rozmówcy – Kurt Oddekalv, ekolog i założyciel Stowarzyszenia na Rzecz Ochrony Przyrody w Norwegii, oraz francuski toksykolog Jerome Ryuzzen – twierdzą, że łosoś norweski z hodowli należy do najbardziej toksycznych produktów żywnościowych na świecie. Dlaczego, ich zdaniem, jest aż tak źle?

Badacze odkryli kilka powodów, dla których należy wystrzegać się tych ryb.
Pracownicy hodowli wlewają do basenów, w których pływają łososie, płynny pestycyd o działaniu neurotoksycznym. Chcą w ten sposób zwalczyć choroby i pasożyty, które atakują łososie. Ryby trzymane są w ogromnym zagęszczeniu i przez to bardziej narażone na różnego rodzaju zakażenia. Największą plagą jest tzw. wesz łososiowa, która zagnieżdża się w organizmach ryb i może prowadzić do ich wyniszczenia. Jest ona bardzo trudna do zwalczenia, dlatego stosuje się coraz silniejsze chemikalia.
Najwięcej toksyn dostarczają jednak rybom nie pestycydy, ale pasza, którymi są karmione. Produkowana jest ona z odpadków mięsa, głównie z zatrutych (przede wszystkim dioksynami) ryb bałtyckich, które nie nadają się do jedzenia przez ludzi. Otrzymuje się z nich dwa składniki paszy: olej rybi oraz proszek proteinowy. Wysokobiałkowa karma powoduje, że ryby rosną dwa razy szybciej niż te wolnożyjące, ale są one znacznie bardziej naszpikowane toksynami, bo mają dużo więcej tłuszczu, a on z kolei jest świetnym magazynem dla szkodliwych związków. W dodatku do karmy, oprócz sztucznych barwników (aby mięso łososia miało bardziej intensywny kolor) i antybiotyków dodaje się etoksykinę, bo zapobiega ona jełczeniu zawartego w niej oleju. Etoksykina to pestycyd zarejestrowany w 1959 roku, stosowany do ochrony drzew kauczukowych, owoców i warzyw. Jego dozwolone ilości są ściśle limitowane, norma wynosi 50 mikrogramów na kilogram żywności. W laboratorium w Genewie wykryto, że w rybach hodowlanych znajduje się ten pestycyd w o wiele wyższym niż dopuszczalne stężeniu 500, 800, a nawet 1000 mikrogramów na kilogram. Substancja ta jest bardzo szkodliwa dla ludzkiego organizmu m.in. dlatego, że może dostać się do mózgu i powodować w nim rozwój nowotworu. O tym jednak oficjalnie się nie mówi, a na badaczki, które dokonały tych odkryć, naciskano, aby nie ujawniały prawdy. Jedna z nich,
dr Claudette Bethune, nie posluchała i opublikowała swoje badania (można je znaleźć pod tym linkiem).

W łososiach z wolnego połowu nie wykryto etoksykiny
W rybach z wolnego połowu nie wykryto etoksykiny

Mięso łososia hodowlanego jest dużo bardziej tłuste niż mięso dzikiego. Dziki ma 5 do 7 proc. tłuszczu, a hodowlany od 15 do 34 proc. W dodatku zaburzone są proporcje kwasów tłuszczowych omega-3 do omega-6. Wzorcowy, polecany przez dietetyków łosoś ma dużo bardzo pożądanych kwasów omega-3, w hodowlanym jest ich znacznie mniej.
W wyniku zanieczyszczeń chemicznych ryby podlegają mutacjom chemicznym. Łososie często są zdeformowane. Mają mniejsze płetwy na ogonie niż powinny, skóra nie zakrywa im skrzeli. W dodatku mięso takiej ryby jest kruche, a powinno być sprężyste. Występujący w dokumencie naukowcy zaprezentowali wyniki badań przeprowadzonych na myszach. Okazało się, że te gryzonie, które jadły hodowlanego łososia, cierpiały na otyłość i cukrzycę. Ostatnio coraz powszechniejsza jest teoria, że zanieczyszczone środowisko sprzyja otyłości (warto przeczytać tekst Od czego tak naprawdę tyjemy). Niektóre organizmy narażone na styczność z większą ilością toksyn reagują nadmierną produkcją tłuszczu.

Z francuskiego dokumentu dowiadujemy się też, że podobnie zanieczyszczone są hodowlane dorsze. Padają również ostrzeżenia przed innymi tłustymi rybami bałtyckimi, m.in. przed śledziami, które gromadzą w tkance tłuszczowej wiele toksyn, głównie dioksyn (nawet małe ich ilości mogą mieć zły wpływ na system hormonalny i powodować nowotwory). W Szwecji oficjalnie mówi się, że z tego powodu śledzie nie powinny być jedzone częściej niż raz w tygodniu, ostrzeżenie można usłyszeć nawet od ekspedientki w supermarkecie.

Mięso łososia powinno być sprężyste, nie kruszyć się
Mięso łososia powinno być sprężyste, nie kruszyć się

Często słyszy się też o zanieczyszczeniu mięsa rybiego rtęcią, ołowiem i innym szkodliwymi pierwiastkami. Czy to oznacza, że należy z ryb całkiem zrezygnować? Absolutnie nie! Pracując przez osiem lat w piśmie o zdrowym żywieniu i odchudzaniu nieraz rozmawiałam na ten temat z dietetykami. Zawsze mówili, że problem szkodliwości ryb nas nie dotyczy, bo Polacy jedzą ich i tak za mało. Film „File Oh! Fish” kończy się wystąpieniem francuskiego specjalisty od zdrowego żywienia, który zaleca, by ograniczyć spożywanie ryb do… dwóch razy w tygodniu. U nas dietetycy marzą o tym, byśmy jedli je z taką częstotliwością… Zalecają jednak, że najbezpieczniej jest sięgać po różne gatunki, nie ograniczać się do jednego ulubionego. Zasada jest taka, że im mniejsze ryby, tym są one dalej w łańcuchu pokarmowym i tym mniej zanieczyszczeń w ich organizmie.

Kupując łososia, dużo bezpieczniej jest sięgnąć po dzikiego. Mniej tłustego i o bledszym kolorze, ale znacznie droższego. W wypadku takiej ryby na opakowaniu podawane jest miejsce połowów. Łosoś bałtycki, choć nie jest wolny od zanieczyszczeń, ma ich mniej niż hodowlany łosoś norweski. Za najzdrowszego uznaje się obecnie dzikiego łososia z Alaski, łowionego w wodach Pacyfiku.
Nie wszystkie hodowle ryb są złe, jedynie te, które stawiają na taniość produkcji. I w dzisiejszym świecie trudno obejść się bez hodowli. Wiedząc jednak, jakie praktyki stosuje się w Skandynawii wobec ryb, zamiast tak lubianego przeze mnie łososia zazwyczaj zamawiam w restauracji pstrąga. A największą frajdę mam, gdy mogę zjeść świeżutką rybę złowioną przez wędkarza w czystej rzece lub jeziorze.

Elżbieta Bogusławska-Przybysz
zdjęcia: pixabay.com

Polecamy również tekst o sekretach powstawania oleju palmowego.

3 komentarze(y) “Cała prawda o łososiu – i nie tylko o nim

  1. Wow! Przerażające! Będe zwracać większa uwagę podczas robienia zakupów…

  2. Łososia często zamawiam w knajpach na obiad 🙂 Sama raczej nie robię 🙁

    1. Ja czasem też zamawiam, ale ostatnio coraz rzadziej 😉

Dodaj komentarz