Opublikowano

Czary na świętej górze

góra Tanahorn_efekt halo_p

To miejsce przyciąga i intryguje. Nic dziwnego, że Saamowie, czyli rdzenni mieszkańcy Laponii, uznali górę za świętą i składali na niej ofiary. Nie tylko byłam blisko natury, ale też czułam, że na każdym kroku działają tam nadprzyrodzone moce. Ta góra przemawiała.

Zawsze fascynowały mnie zimne krainy, skute lodem lub przykryte śniegiem przez większą część roku. Życie toczy się tam w odmiennych cyklach niż u nas. Można poczuć się jak na innej planecie. Kiedy w lipcu ubiegłego roku jechałam na północny skrawek Laponii, przez półwysep Varanger, już sama droga, przejezdna tylko w miesiącach letnich, sygnalizowała, że wkraczamy w zupełnie inny świat. Po obu stronach wąskiego asfaltu wyrastały potężne bloki skalne. Wyglądały, jakby były porąbane siekierą przez jakiegoś giganta. Można było je zobaczyć też na piaszczystym brzegu Oceanu Arktycznego. To przepiękna, surowa plaża, tylko w przeciwieństwie do plaż w ciepłych krajach, tu nikt się nie opala ani nie kąpie. Nawet w ciepłe miesiące wiatr jest chłodny.

Bloki skalne na plaży w okolicach Berlevåg na półwyspie Varanger
Bloki skalne na plaży w okolicach Berlevåg na półwyspie Varanger

Na skałach rosną drobne, białe lub niebieskie kwiatki. Podobno kępki te w Laponii są rzadkością, więcej spotkać ich można na Syberii i Spitsbergenie.

Ciekawa i bardzo rzadka roślinność tego regionu
Ciekawa i bardzo rzadka roślinność tego regionu

8 km za miejscowością Berlevåg rozciąga się rezerwat przyrody, ze świętą górą Tanahorn, na którą szlak wiedzie przez wzgórza porośnięte tundrą. Idzie się 4 km, mijając po drodze mniejsze i większe strumienie, podziwiając mchy i porosty, a także… ptaki. Te tereny to raj dla ornitologów. Ptaki gniazdują w poszyciu i bardzo często można zobaczyć pisklęta. Okolica jest naprawdę urokliwa. My zaczęliśmy wędrówkę w słoneczną pogodę, było więc tam bajkowo. Krystalicznie czyste powietrze zapewniało dobrą widoczność. Promienie słońca odbijały się w płatach śniegu, który w wielu miejscach nie stopniał.

Po drodze na Tanahorn – w słońcu krajobraz wygląda niewinnie
Po drodze na Tanahorn – w słońcu krajobraz wygląda niewinnie

Mniej więcej od połowy drogi byliśmy świadkami osobliwego spektaklu, przygotowanego przez naturę. Zerwał się wiatr, nadciągnęły ciemne chmury, padało. Większość osób, która była na szlaku, zrezygnowała z dojścia do świętej góry i zawróciła. Mnie i mężowi było trochę szkoda… Szliśmy dalej.
Szczyt klifu Tanahorn nie jest wysoki, tylko 266 m, a jednak miałam nieodparte wrażenie, że wchodzimy w strefę chmur. Zbliżała się do nas gęsta mgła, która tak ograniczyła nam widoczność, że z trudem dostrzegaliśmy buty.

Mgła nadciągająca nad klif. Przy normalnej widoczności z prawej strony można podziwiać morze...
Gęsta mgła nadciągająca nad klif. Gdyby nie ona, z prawej strony można byłoby podziwiać Morze Barentsa, należące do Oceanu Arktycznego…

To był prawdziwy taniec żywiołów! Chmury pędziły. Padało raz mniej, raz więcej, a chwilami wcale. Szczytu klifu cały czas nie było widać. Miałam wrażenie, ze słyszę głosy, ale to chyba echo grało… Nie było przyjemnie. Włożyłam na siebie polar, kurtkę, a i tak marzłam. Kilka razy myślałam o tym, by zawrócić. Tyle osób to zrobiło. Ciągle jednak wydawało mi się, że góra jest tuż, tuż, i te głosy, tak bliskie… Jakby wabiły.
Aż nagle, tuż przed najważniejszym punktem Tanahornu, chmury się rozstąpiły. Szliśmy w pełnym słońcu. Mgły były na dole.

Najwyższy punkt góry Tanahorn
Najwyższy punkt góry Tanahorn

Spojrzałam w dół klifu… Przy normalnej widoczności można podziwiać stamtąd Morze Barentsa, ciągnące się hen, hen… Nas jednak od błękitu wody dzieliła gruba mgła. Nagle patrzymy, a na tej mgle tęczowy półokrąg, w którego środku rozpoznać można dwie sylwetki ludzkie (zdjęcie w czołówce tego tekstu). Zorientowałam się, że w tej kolorowej aureoli stoimy my! Wyglądaliśmy jak święci. Takie zjawisko nazywane jest widmem Brockenu. Czyżby góra nas nagrodziła?
Patrzyliśmy na ten osobliwy obraz, namalowany przez naturę, a nad nami świeciło słońce. Wiatr ustał. Miałam wrażenie, że święta góra przemawia do nas. Czułam jej siłę i magię tego miejsca, tak czczonego przez Saamów. Zostałam pod wrażeniem na długo.
A w drodze powrotnej trafiliśmy na skalną łąkę z przepięknymi makami arktycznymi. Można o nich przeczytać w tekście Tam, gdzie maki wędrują.

Tekst: Elżbieta Bogusławska-Przybysz
Zdjęcia: Elżbieta Bogusławska-Przybysz i Mariusz Przybysz

Święta góra w Laponii

Dodaj komentarz