Opublikowano

Człowiek z Krainy Pszczół

Tomasz Domański przy pracy w swojej pasiece

30 kilometrów od centrum Warszawy leży otulona lasami i łąkami niewielka wieś Ustanów. Cicha, spokojna, bezpieczna, usytuowana w otulinie Chojnowskiego Parku Krajobrazowego. Tu ma swój początek historia o mieszczuchu, który pokochał pszczoły. O człowieku, któremu pszczela królowa zawróciła w głowie, pasieka stała się jego drugim domem, a miód sposobem na życie. To opowieść o właścicielu pasieki Miody Domańskich – jednym z najmłodszych pszczelarzy w okolicy Warszawy.

Dom oraz pasieka pana Tomka mieszczą się na działce porośniętej drzewami, krzewami i rabatami z miododajnymi roślinami. Latem nad nimi uwijają się pszczoły, te nieliczne, oderwane od rojów, które wyruszyły na zbieranie pyłku nieco dalej, pod las i na rozległe okoliczne łąki. Ale zacznijmy od początku…

– Zawsze  chcieliśmy mieć w domu żywe stworzenia – opowiada Tomasz Domański. – Na psa nie mogliśmy się zdecydować, żeby go nie zaniedbywać, kiedy oboje z żoną wiele godzin spędzamy poza domem, w pracy.
Sąsiad zaproponował kozę, dzieci kury. Praktyczna żona, mocno stąpająca po ziemi, rzuciła od niechcenia coś na temat ula: sam się wyżywi, nie będzie przeszkodą w wyjazdach, będzie z niego pożytek… Pan Tomek podchwycił pomysł – w końcu pszczoły były jego marzeniem z czasów studiów ogrodniczych. Jeszcze tego samego wieczora znalazł pszczelarza, który oddawał dwa ule, a po kilku godzinach, bladym świtem i ku zaskoczeniu żony, ule przyjechały do Ustanowa. Obudzona o czwartej rano pani Magda, w kapeluszu słomkowym na głowie, z narzuconym na niego szalem zakrywającym twarz, pomagała przenieść ule do przygotowanego zaułka działki, gdy jedna mała i niemogąca zasnąć pszczółka przedostała się przez chustę i usiadła na bladej ze strachu twarzy pani Magdy… Tak, początki łatwe nie były.

Od hobby do pasieki
Początki pasieki nie były też proste ze względów organizacyjnych. Niełatwo było znaleźć czas na nową pasję w codziennym zabieganiu. Pan Tomek prowadzi firmę ogrodniczą, co wiąże się z częstymi wyjazdami w teren. Jego żona Magda spełnia się zawodowo w korporacjach. Ich dwie córki w wieku wczesnoszkolnym też mają swoje oczekiwania wobec rodziców. A jednak pszczoły go porwały. Zaczął nabywać akcesoria pszczelarskie. Pasją zaraził brata, mieszkańca dziewiątego piętra w bloku na warszawskim Ursynowie, z którym niebawem pojechali po kolejne ule.  W następnym roku rozmnożyli pasiekę do 20 rodzin pszczelich. W kolejnym niepostrzeżenie „zrobiło się” 40 uli, a aktualnie jest ich 80 plus kilkadziesiąt brata (żona pana Tomka już nawet woli nie wiedzieć ile ich jest).  – To zupełnie naturalnie się rozwinęło – komentuje Domański. – Wcześniej nigdy nie zajmowałam się zwierzętami, tym bardziej nie myślałem o utrzymywaniu się z ich pracy, stąd też pierwszy miód rozdałem rodzinie i przyjaciołom.  –  Nie lubię mówić o pszczołach jak o biznesie, ale też nadszedł czas, gdy koszty prowadzenia 40-pniowej pasieki zaczęły być na tyle wysokie, że trzeba było spojrzeć na hobby nieco bardziej biznesowo. Żeby utrzymać pasiekę, należało wziąć kalkulator do ręki i zacząć sprzedawać miód klientom spoza kręgu rodziny. A odbiorcy pojawili się jakoś sami i zaczęli się mnożyć. Jak nasze pszczoły.

Z czasem bracia Domańscy zaczęli pasiekę rozbudowywać, wprowadzać usprawnienia, stosować nowe, ciekawe rozwiązania i udogodnienia dla pszczół. Pozyskiwali, oprócz miodu, inne produkty, jak pyłek i propolis, pierzga… Ule z ich pasieki zaczęły podróżować w nowe miejsca. 

Ule z pasieki Domańskich spotkać można w malowniczych zakątkach na obrzeżach Chojnowskiego Parku Krajobrazowego
Ule z pasieki Domańskich spotkać można w malowniczych zakątkach na obrzeżach Chojnowskiego Parku Krajobrazowego

Apetyt na miodek i wiedzę
Środki finansowe to absolutnie nie najważniejsza rzecz w pasiece. Przede wszystkim liczy się fachowa wiedza o pszczołach. Stosy pism pszczelarskich, książki o prowadzeniu gospodarki pszczelej w każdym zakątku domu, wizyty w innych pasiekach, stały się codziennością początkującego pszczelarza. Zgłębianie wiedzy pszczelarskiej na tyle wciągnęło pana Tomka, że zaczął to traktować jako przyszły zawód i postanowił zadbać o profesjonalną edukację w tym kierunku. Nie było wcale łatwo znaleźć szkołę zawodową kształcącą w tak wąskiej specjalności. Domański trafił do studium policealnego i technikum w Pszczelej Woli koło Lublina (tak, tak, ten uroczy zaczątek wschodniej Polski pszczoły wpisane ma nie tylko w nazwę, ale i DNA okolicy). Tam po dwóch latach comiesięcznych zjazdów, dyskusji po blady świt, wysłuchiwania porad doświadczonych wykładowców i eksperymentujących kolegów i koleżanek, zdobył potrzebną wiedzę, tytuł technika i dużo praktycznych informacji. Wiedzą tą dzieli się teraz, szkoląc początkujących pszczelarzy, organizując dla nich warsztaty w swojej pasiece. Co ważne, zawsze podkreśla, że to nie jest wiedza skończona. Im bardziej się człowiek zagłębia w pszczeli temat, tym więcej pytań, nowych niewiadomych.

Hobby nie tylko dla emerytów
Fakt, że polscy pszczelarze to najczęściej seniorzy, świadczy o pewnej dojrzałości, którą trzeba osiągnąć, by zajmować się pszczołami. Ta profesja wymaga systematyczności, spokoju, czasu. Zajęcia na powietrzu hartują, a wiele prac w pasiece trzeba wykonywać już wczesną wiosną, czasem w skrajnych warunkach pogodowych. Lenistwo czy opieszałość nie mają tu racji bytu, bo każde zaniedbanie decyduje o kondycji rodziny pszczelej oraz zbiorach miodu. Pszczelarz powinien znać wiele profesji:  przydaje się umiejętność majsterkowania w drewnie, wiedza ogrodnicza, geograficzna, botaniczna, zootechniczna. – Wiedza przyrodnicza jest ważna – podkreśla pan Tomek. – Rozpoznajemy rośliny, owady mające wpływ na pszczoły, poznajemy zioła, precyzyjnie określamy pory kwitnienia roślin, drzew i krzewów. Wydawało mi się, że jako ogrodnik znam sporo dziko rosnących roślin. A tu niespodzianka. Człowiek całe życie musi się uczyć. Pogoda steruje naszymi ruchami: uważnie śledzimy prognozy pogody i na ich podstawie staramy się planować prace w konkretnej pasiece. W każdej porze roku rodzina pszczela ma inne potrzeby. Trzeba też poznawać okolice pasiek, by umieć odczytać sytuację danej pasieki, nadchodzący okres pożytku, jak i głodu.

Aktualnie w naszym kraju pojawił się dobry klimat dla pszczelarstwa. Popularyzuje się zdrowe podejście do życia: zwolnienie tempa życia, bliższy kontakt z naturą, samodzielne przygotowywanie żywności i jej produkcja (dobrze mieć własne produkty (np. miód, pyłek, pierzgę) – to skłania do hodowli pszczół na użytek domowy. Pojawiają  się nowe pasieki. W samym powiecie piaseczyńskim przybyło ich w ostatnich dwóch latach ok 30. Są tacy, którzy zostają pszczelarzami nie mając pszczół na początku. Jeżdżą na konferencje pszczelarskie, edukują się. I dopiero później nabywają ule.

Pracowite nie tylko pszczoły…
– Ja swoją pasiekę prowadzę trochę inaczej niż wielu pszczelarzy. Nie trzymam uli przy polach rzepaku czy wielkich uprawach, co ma wpływ na zbiory dużych ilości miodu odmianowego. Częściej wystawiamy je z bratem na obrzeżach lasu. Mówi się o zbilansowanej diecie ludzi, u pszczół jest podobnie… Sam pyłek rzepaku, choć jest bardzo wartościowy, nie wystarcza, a wręcz osłabia je. Lepiej służą im pyłki różnorodnych roślin, w tym ziół. Późnym latem nasze pszczoły bardzo dobrze przygotowują się do zimy, a jednocześnie produkują jeden z najwartościowszych polskich miodów – miód nawłociowy.
Rozwój pasieki wiąże się z zapotrzebowaniem na akcesoria. Z czasem zaczęliśmy samodzielnie produkować ule, ramki itp. Tej pracy jest dużo w zimie, każdą czynność trzeba planować. Pewne rzeczy wygodniej mi robić w salonie, co bywa już kłopotliwe dla żony. Muszę więc szukać kompromisowych rozwiązań. Córki bardzo chcą pomagać, więc uczestniczą w niektórych twórczych pracach ręcznych.

Pszczelarz codziennie zagląda do pasieki. Ręka ludzka jest potrzebna pszczelim rodzinom. Trzeba odkazić ule, zbić ramki, wprawić węzę, czyli wafelek zrobiony z wosku pszczelego, dzięki któremu  plaster z miodem wygląda jak książka (w naturze jest on zwichrowany).  – Największą frajdę sprawia mi czekanie na wiosnę, kiedy mogę już zajrzeć do uli – opowiada Tomasz. To jest trochę tak, jak wtedy, kiedy dzieci wysyłamy na kolonie i czekamy potem na ich powrót. Wszystko sprowadza się do tego, żeby czuć rodzinę pszczelą, to, w jakiej jest fazie. W zimie musimy zapewnić ciepłe warunki i wentylację, ale zbyt łagodna zima, jak w tym roku, nie jest korzystna dla pszczół. W tym sezonie są duże straty w pasiekach. Wiosną, gdy zaczyna się intensywny rozwój rodziny pszczelej i liczba pszczół rośnie, to z czasem rój dąży do podzielenia się na dwie rodziny. Stara królowa z lotnymi pszczołami opuszcza dotychczasowe gniazdo. Pszczelarzowi jednak zależy na tym, żeby rój nie uciekł. Zapobieganie rójce zajmuje wiosną wiele czasu. Trzeba zapewnić również miejsce na nektar, powiększanie potomstwa. Jestem opiekunem moich pszczół. Bez pomocnej ręki ludzkiej pszczela rodzina zginie, jeśli np. straci matkę, zanim ta złoży jaja. Trzeba wtedy sprowadzić nową królową matkę do tego roju. Inna niebezpieczna sytuacja zdarza się w sezonie, gdy matka strutowieje i zaczyna składać jaja, z których rodzą się tylko trutnie. Pszczelarz może wtedy zainterweniować, bo natura nie daje takiej rodzinie żadnych szans.

Ramka z pszczołami. Pszczelarz musi doglądać wszystkich procesów dziejących się w ulu, by interweniować, gdy potrzebna jest pomoc
Ramka z pszczołami. Pszczelarz musi doglądać wszystkich procesów dziejących się w ulu, by interweniować, gdy potrzebna jest pomoc

Mitem jest, że pszczela rodzina zna i rozpoznaje pszczelarza. Pszczoły są jedynym gatunkiem udomowionym przez człowieka, którego nie udało się oswoić. Zmiana pokoleniowa jest na tyle szybka, że nie są w stanie zapamiętać człowieka. – Zresztą, nie wiem, czy zapamiętałyby mnie jako przyjaciela czy intruza – zauważa pan Tomasz. – Oczywiście, trzeba regularnie zaglądać do pasieki i obserwować swoje pszczoły. Dużo czasu spędzam na obserwowaniu wylotu ula. To ja muszę wiedzieć, od której strony podejść, kiedy zdejmuję daszek i wiem, czy to spokojna rodzina i czy matka żyje. Muszę też umieć poznać, czy brakuje im wody, pokarmu. Kiedy podnoszę daszek, to jakbym otwierał książkę… Po zapachu w ulu mogę też zorientować się, czy nie jest w nim byt wilgotno. Jeśli brzydko pachnie, to często sygnał, że pojawiła się tam choroba. Za to kiedy się człowiek nawdycha propolisu, to działa jak inhalacja.

Nie takie żądło straszne…
Wokół pszczół narosło wiele mitów (tak samo, jak opowieści o wilkach czy dzikach) – przekazywane są czasem historie o zagrożeniach, jakie niosą. Nawet szczur może być wspaniałym zwierzęciem hodowlanym, ale może też nieść zagrożenie w niektórych sytuacjach. Pszczelarze bywają regularnie żądleni, ale również ludzie uczuleni mogą się odczulić. – Są czasem takie dni, gdy pszczoły bardziej bronią gniazda (np. przed burzą, podczas upału). Wtedy zdarza mi się 20 użądleń – przyznaje Tomek. – Ważne, żeby zdrapać żądło, nie wyciskać go, bo wtedy wciska się jad w skórę, jak pompką. Odruch zdrapywania mam wyćwiczony. Zresztą, już uodporniłem się i nie puchnę przy użądleniach jak kiedyś. Kolejne użądlenia uodparniają. To działa jak szczepionka. Są pszczelarze, którzy nie zachowują ostrożności wchodząc do pasieki. Ja nie wykonuję prac w ulu bez kapelusza pszczelarskiego. Zawsze trzeba chronić głowę i oczy.
Córki od początku nie boją się pszczółek, choć podchodzą do nich z pewną rezerwą. Jednak nigdy nie mieliśmy sytuacji niebezpiecznej – w rodzinie czy u sąsiadów. Co innego moja żona, która po pierwszej nocy z pszczołami wyraźnie ich unika. Utrzymuję łagodne rasy pszczół. Jedna z pasiek stoi pod domem w minizagajniku, który zmusza pszczoły do lotu w górę. Nie latają więc na wysokości wzroku, tylko na kilku metrach nad ziemią.

Żeby nie niepokoić sąsiadów obecnością pszczół i nie tworzyć zagrożenia, pasieka powinna być ogrodzona żywopłotem lub gęstą siatką, która będzie podbijać lot pszczół. Przy braku parawanu, od sąsiednich budynków należy zachować odległość co najmniej 20 metrów. Obecność kilku uli w ogrodzie tak naprawdę jest niezauważalna dla otoczenia. – Mamy huśtawkę, plac zabaw dla córek i nigdy nie zdarzyła się niebezpieczna sytuacja ani atak pszczół – stwierdza Tomasz. – Zdarza się oczywiście nadepnąć pszczołę, więc jest to atak człowieka i wówczas pszczoła broni się, żądląc napastnika. Dbamy o to, żeby mieć łagodne pszczoły. Przekazujemy kolejnym pokoleniom „geny łagodności”.

W pasiece Domańskich odbywają się warsztaty nie tylko dla przyszłych pszczelarzy, ale i pokazy dla dzieci z okolicznych przedszkoli
W pasiece Domańskich odbywają się warsztaty nie tylko dla przyszłych pszczelarzy, ale i pokazy dla dzieci z okolicznych przedszkoli

W przeszłości był to naprawdę zawód wysokiego ryzyka, gdyż roje pszczele robiły sobie gniazda na wysokościach w dziuplach i pierwsi bartnicy podbierali miód wspinając się na drzewa…

Praca z pasją, czyli miejsce na ziemi
Pszczelarstwo nie jest jedynym zajęciem Tomka Domańskiego. Prowadzi także firmę ogrodniczą PROFlower.  – Moje zajęcia zazębiają się. Mamy martwy sezon w ogrodnictwie zimą, więc prace pszczelarskie wypełniają nasz wolny czas i tworzymy wyposażenie do uli. Pszczoły i ogród mają do siebie blisko i te pasje łączą też ludzi, którzy czują ten klimat. Obecność pszczół ma wpływ na to, co sadzimy w ogrodzie: jakie krzewy, zioła, kwiaty.

Nie pracował nigdy w korporacji. Nie odnalazłby się w takim środowisku. Od kilkulatka był związany w pracami na działce, chociaż jego rodzina  jest z Warszawy. Pójście na kierunek „ogrodnictwo i architektura krajobrazu” było pewnym „obciachem” dla warszawiaka w czasach, gdy wybierał studia. Wszyscy chcieli dostać się na prawo, medycynę, psychologię. Tomek jednak ogrodnictwo czuł naturalnie i nie stanowił dla niego problemu świadomy wybór właśnie tego kierunku. – Studia wspominam jakby były stworzone dla mnie. Wciąż odkrywałem coś ciekawego. Dało się to połączyć z pracą, którą teraz wykonuję – kończy swoją opowieść Tomek. –  Cieszę się, że nie straciłem czasu w szkole i życie tak mi się układało, że od początku zmierzałem do własnego miejsca na ziemi.

 Miody wytwarzane z pyłków zebranych z najwcześniej rozkwitających wiosennych kwiatków służą wyłącznie własnym potrzebom rodziny pszczelej
Miody wytwarzane z pyłków zebranych z najwcześniej rozkwitających wiosennych kwiatków służą wyłącznie własnym potrzebom rodziny pszczelej

Kontakt: www.miodydomanskich.pl

Tomasz Domański przy pracy w swojej pasiece
Tomasz Domański przy pracy w swojej pasiece

Tekst: Zoja Żak
Zdjęcia: Magdalena Sułek-Domańska, archiwum www.miodydomanskich.pl, zdjęcie w tytule: Grzegorz Żak.

Przeczytaj też opowieść pszczelarza Tomasza o zwyczajach pszczół czyli Sekrety pszczelej korporodziny, a także dowiedz się, co to jest murarka czyli Pszczoła bez żądła.

3 komentarze(y) “Człowiek z Krainy Pszczół

  1. Bardzo podziwiam pana Tomasza i gratuluję tak pożytecznej dla nas wszystkich pasji. Szczególnie podoba mi się to, że pan Tomasz nie zostawia wiedzy dla siebie, ale edukuje też innych. Coraz więcej osób nie potrafi rozróżnić osy od pszczoły i postrzegają oba te owady tylko jako szkodniki, które mogą użądlić. Takie osoby jak pan Tomasz i jego rodzina są nam bardzo potrzebne 🙂

  2. Bardzo ciekawy artykuł. Właścicielowi firmy ogrodniczej z pewnością było nieco łatwiej wdrożyć się w tajniki pożytków aniżeli innym osobom 🙂 Pszczelarstwo to piękne hobby, które polecamy każdemu, bez względu na wiek, wykształcenie i wykonywany zawód!

    1. Dziękujemy! Na naturalnie.pro bardzo lubimy naszych pasiastych przyjaciół oraz wszystkich ich Przyjaciół 🙂

Dodaj komentarz