Opublikowano

Czy potrzebne nam są witaminy z apteki?

witaminy

Na rynku jest ich pełny wybór. Sprzedaje się je zamknięte w kapsułkach, drażetkach albo np. w postaci rozpuszczalnych tabletek. Kupujemy i jemy je chętnie, w trosce o swoje zdrowie. Zapytaliśmy specjalistów, czy rzeczywiście powinniśmy to robić.

Firm oferujących suplementy diety przybywa, a ulotki głoszą, że zawarte w tych preparatach witaminy są w pełni naturalne. Wymieniają ich korzystne działanie, a Polacy dość łatwo ulegają różnego rodzaju namowom i zachętom. Robiliśmy kiedyś badania na temat tego, czy ludzie dokonują zakupów w aptekach pod wpływem reklam i wynikało z nich, że aż 95 proc. sugeruje się takimi przekazami, choć tylko 5 proc. się do tego przyznaje ‒ mówi prof. dr hab. n. med. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska, kierownik Zakładu Farmacji Klinicznej i Opieki Farmaceutycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Reklamy działają bowiem na naszą podświadomość. Komuś się może wydawać, że jest panem siebie samego i dokonuje świadomych wyborów, a to nieprawda. Kiedy w telewizji pojawia się reklama jakiegoś suplementu, natychmiast znacznie wzrasta jego sprzedaż. Pamiętajmy, że reklamy służą producentom, a dla nas, konsumentów, to przekleństwo.

kapsułki
Zieloną, żółtą, niebieską, a może różową?

Niedobory są, ale rzadko
Pod względem liczby łykanych specyfików farmaceutycznych zaczynamy wysuwać się na czołowe miejsca w świecie – suplementy przyjmuje co trzecia Polka i co czwarty Polak. Wszystkie badania, które zostały dotąd przeprowadzone na terenie naszego kraju wykazały, że występują u nas niedobory tylko dwóch witamin. Pierwsza z nich to witamina D, która głównie jest wytwarzana w skórze w wyniku działania promieni słonecznych, a my żyjemy pod taką szerokością geograficzną, że przez wiele miesięcy mamy słońca niewiele. Jemy też mało produktów, które mogą dostarczyć tej witaminy, czyli ryb morskich, jaj i nabiału oraz olejów roślinnych. A drugi niedobór dotyczy kwasu foliowego. Zawierają go przede wszystkim zielone warzywa, np. brokuły, a w Polsce je się ich zbyt mało. Kwas ten odgrywa znaczącą rolę w przemianach krwinek czerwonych i zapobiega niedokrwistości, ale też jest ważny w profilaktyce wad cewy nerwowej u przyszłych dzieci, dlatego zaleca się suplementowanie go u kobiet po 18. roku życia, mogącym zajść w ciążę.
Odpowiedni poziom witaminy D w organizmie jest ważny, bo wpływa na strukturę kości, chroniąc przed osteoporozą, a także m.in. zapobiega próchnicy zębów i chorobom mięśni. A kto powinien suplementować tę witaminę? Od października do kwietnia ci, którzy rzadko przebywają na słońcu i z jakichś powodów unikający produktów, które ją zawierają, a przez cały rok osoby w wieku powyżej 70 lat, ponieważ wraz z wiekiem zmniejsza się zdolność fizjologiczna do konwersji tej witaminy w skórze ‒ mówi prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska.

Doskonałym źródłem kwasu foliowego są brokuły
Doskonałym źródłem kwasu foliowego są brokuły

Co za dużo to niezdrowo
Niestety, Polacy mają skłonność do przedawkowywania witamin. Dietetyk dr inż. Agnieszka Leciejewska, zajmująca się m.in. poradnictwem żywieniowym dla osób z różnymi schorzeniami, podkreśla, że może to być bardzo groźne. Niedawno miałam pacjentkę, która skarżyła się na kłopoty z przewlekłą niewydolnością nerek u siebie i męża. Zapytałam ją, czy suplementują witaminę D. Entuzjastycznie przytaknęła: „Ależ oczywiście, dzisiaj przecież wszyscy mają niedobory witaminy D!”. A tak naprawdę tych braków nikt u nich nie stwierdził. Zdziwiła się, że mogą sobie w ten sposób szkodzić. Zauważyłam też u pacjentów skłonność do przesady. Jeśli na opakowaniu jakiegoś preparatu mają napisane: „dawkowanie: jedna kropla”, to wolą wziąć kilka kropel, tak „na wszelki wypadek”.
Zawsze się dziwię, kiedy na jesieni w Polsce reklamuje się rutinoscorbin, jako źródło rutozydu i witaminy C, która ma wzmacniać odporność i zapobiec przeziębieniom. Jest to niczym nieuzasadnione – podkreśla prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska. Żadne badania naukowe nie wykazały, aby człowiek odżywiający się w miarę dobrze, jedzący warzywa i owoce, miał niedobory witaminy C! Obserwujemy u nas za to nadmiary spożycia niektórych składników, np. witaminy A, bo jest ona dość wszędobylska, występuje w wielu produktach, także w zwierzęcych, a tych jemy zbyt dużo. Pamiętajmy, że jeśli przyjmujemy jakieś preparaty multiwitaminowe, np. na wiosnę, to jest w nich i witamina A.
Nadmiar tej witaminy zatruwa organizm, wywołując bóle głowy, świąd skóry,  zaburzenia żołądkowo-jelitowe, powiększenie wątroby i śledziony. Jeśli chodzi o witaminy rozpuszczalne w wodzie, czyli B, C i PP, to dużo trudniej je przedawkować niż te rozpuszczalne w tłuszczach (A, D, E i K), ale należy pamiętać, że wchodzą one w reakcje z przyjmowanymi przez nas lekami i mogą upośledzać ich działanie.

Łatwiej łykać kapsułki niż zadbać o zdrową dietę
Łatwiej łykać suplementy niż zadbać o zdrową dietę

Mody na tabletki i kapsułki
Co jakiś czas przez media przepływa kolejna fala reklam określonych witamin. Teraz pod ich wpływem dużo osób przyjmuje witaminę K2. Tylko ja się pytam: po co? – komentuje prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska. Obserwowałam już wiele takich mód. W latach 90. dużo osób łykało witaminy A + E i C, jako tzw. triadę oksydacyjną, zapewniającą długie życie i zdrowie. I to też nie miało żadnego uzasadnienia. W 2008 roku w „New England Journal Medicine” ukazało się opracowanie Gorana Bjelakovicia, który przeanalizował ogromne badania, przeprowadzone na grupie 250000 ludzi, i wykazał, że łykanie witamin antyoksydacyjnych, czyli A, E i C, powoduje, że obniżamy swoją odporność na różne choroby o ok. 16 procent! Zwiększamy więc w ten sposób ryzyko zachorowania i zgonu.
Dość powszechne jest faszerowanie suplementami dzieci. Rodzice dają im witaminowe cukierki czy lizaki, nie konsultując tego z lekarzem pediatrą. Badanie przeprowadzone wśród kobiet pokazały, że najchętniej kupowane są przez nie rozpuszczalne suplementy witaminowe, bo traktują je jako napój gaszący pragnienie. Co to oznacza? Nie interesuje nas zupełnie, co zawiera taki preparat. Jest po prostu smaczny, można go pić zamiast oranżady, a zyskujemy poczucie, że coś dla siebie robimy – komentuje prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska.

Witaminy rozpuszczalne pijemy jak oranżadę
Witaminy rozpuszczalne pijemy jak oranżadę

Natura to równowaga
Kupowanie witamin to pójście na łatwiznę. Mam wrażenie, że dziś szukamy tabletek na wszystko, bo nie chce nam się inaczej dbać o swoje zdrowie – podkreśla dietetyk dr inż. Agnieszka Leciejewska. Nie bierzemy pod uwagę, że wszystkie suplementy obciążają wątrobę, a sztuczne witaminy są gorzej wchłaniane przez organizm. W jedzeniu składniki te występują w określonym, nieprzypadkowym towarzystwie. Natura sama dba o równowagę. Witamina C, na przykład, pojawia się w otoczeniu przeciwutleniaczy, które ją chronią. Na witaminę K2, tak ostatnio modną, powinny uważać osoby, które mają kłopoty z krzepliwością krwi, a także po przeszczepach, operacjach. Nie widzę powodów, by ją suplementować, wystarczy wiedzieć, że występuje w fermentowanych produktach, np. soi, serach i twarogach oraz w mniejszym stopniu w jajach i mięsie.  Niektóre suplementy, np. witaminę B12, zaleca się wegetarianom, ale chcę podkreślić, że niedobory witamin u osób niejedzących mięsa dotyczą tych, których dieta jest bardzo uboga. Jeśli wegetarianie normalnie się odżywiają, nie ma tego niebezpieczeństwa. Są przecież takie cenne produkty, jak komosa, amarantus, soczewica.
Osoby sięgające po suplementy często mają argument, że warzywa i owoce są dziś pełne chemii, za to mają mało składników odżywczych, że wyjałowiona gleba powoduje uboższy skład produktów, że ryby i mięso są skażone z różnych powodów itd. Zdaniem specjalistów, to jest jednak tylko część prawdy i sposób na usprawiedliwienie siebie. Nam się po prostu nie chce myśleć, co zjeść na pierwsze śniadanie, na drugie, potem na obiad itd. Łatwiej jest łyknąć kapsułkę – mówi prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska. Teraz, na przednówku, kiedy nie mamy sezonowych warzyw, aż kusi, by po prostu kupić jakiś zestaw witamin… Wszystko potrzebne możemy jednak dostarczyć sobie w jedzeniu. Nie namawiam nikogo, by próbował czerpać witaminy z nowalijek, ale warto sięgnąć po świeże zioła, np. koperek, natkę czy bazylię, które można hodować na parapecie  – mówi dietetyk dr inż. Agnieszka Leciejewska. Mamy do dyspozycji kiełki, które są bombą witaminową, kiszoną kapustę i ogórki, warzywa korzeniowe, które trochę straciły od jesieni na smaku, ale witaminy w nich pozostały. Są też cytrusy. A jeśli nie wiemy, jak ułożyć swoją dietę, by spełniała swoje zadanie, warto zwrócić się o pomoc do specjalisty.

Talerz pełen witamin
Talerz pełen witamin

Wyjść z zamkniętego koła
Proszę zwrócić uwagę, jak myśmy się zapętlili: odżywiamy się byle jak, opychamy się np. fast-foodami, w których dominuje witamina A, swoje zaniedbania zaś próbujemy naprawiać, łykając suplementy – podkreśla prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska. A przecież my i tak musimy jeść, bo żywność dostarcza nam energii, więc to tylko kwestia wyboru, co położymy na talerzu. Na pewno zdrowiej jest latem kupić owoce, zamrozić je w swojej zamrażarce i potem, np. w styczniu, mieć truskawki – strata witamin w nich w stosunku do świeżych jest niewielka, zaledwie 10-15 proc. Są bardziej wartościowe niż dżem truskawkowy czy jakikolwiek inny, nawet ten domowy.
Oczywiście, jeśli ktoś chce, może sobie zbadać poziom witamin w swoim organizmie. Wiele laboratoriów oferuje takie testy, ale oznaczanie niektórych witamin  jest drogie, kosztuje do 250 zł, jedynie badania poziomu witaminy D czy B12 są tańsze – ok. 60 i ok. 30 zł. Najsłuszniejsze wydaje się jednak wykonywanie ich tylko w uzasadnionych przypadkach. Oczywiście, niektóre osoby muszą suplementować jakieś witaminy – przyznaje prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska. Jeśli przychodzi do mnie pacjent z określonym schorzeniem, np. ktoś z podwyższonym poziomie homocysteiny, czyli aminokwasu, który zwiększa ryzyko chorób układu krążenia, to takiej osobie zalecę nie tylko branie kwasu foliowego, ale też witaminy B6 i B12. Gdy u kogoś stwierdzi się niedobór magnezu, to też witamina B6 jest mu potrzebna, bo wspiera działanie tego pierwiastka. Te deficyty najpierw jednak musi stwierdzić lekarz. Zawsze wiążą się one z określonymi objawami. Jeśli ktoś je produkty zbożowe z pełnego przemiału, musli, chleb pełnoziarnisty, to na pewno nie brakuje mu ani witaminy B1, ani B2 czy B6.
Zamiast od razu „na wszelki wypadek” kupować jakiś preparat witaminowy, warto przeanalizować swoją dietę i od niej zacząć. Jeżeli ktoś stara się jak najwięcej przebywać na słońcu także zimą, preferuje kuchnię japońską, je ryby morskie kilka razy w tygodniu, oleje roślinne, nabiał, jaja, prawdopodobnie ma też w organizmie wystarczająco dużo witaminy D3. Nowa piramida żywieniowa, która jako główny składnik codziennej diety zaleca warzywa i owoce, również proponuje zasady, które pomogą nas przed brakiem witamin uchronić. Wystarczy ich przestrzegać.

Elżbieta Bogusławska-Przybysz

mandarynki

Zdjęcia: pixabay.com

Polecamy również teksty:

Od czego zależy długie życie?
Jedzenie, które leczy

Dodaj komentarz