Opublikowano

Jaskinia jak słońce

Jaskinia Domica 12 pm_na czołówkę

Kilka lat temu wybraliśmy się z przyjaciółmi zimą na Słowację, by pojeździć na nartach. Tatry Niskie powitały nas piękną pogodą, słońce iskrzyło na białych zboczach gór. Śniegu było tyle, że samochód z trudem przebijał się przez trzeszczące od mrozu zaspy. Cieszyliśmy się na prawie dwa tygodnie sportowych szaleństw.

Po dwóch dniach przyszła odwilż, i to taka, że śnieg znikał błyskawicznie. A my mieliśmy noclegi wykupione do końca pobytu. Zajęliśmy się więc opracowywaniem planu B, z mapami i przewodnikami.

Naszym celem stały się liczne jaskinie, gorące źródła, skanseny i inne urokliwe miejsca. Po odwiedzeniu kilku, postanowiliśmy pojechać aż do granicy słowacko-węgierskiej, w pobliże Rożniawy, gdzie znajduje się jaskinia Domica. Choć leżała najdalej od naszego miejsca pobytu, uwzględniliśmy ją w planie, bo czytaliśmy, że jest w niej podziemna rzeka Styks, po której można pływać łodzią.

Tego dnia od rana padało, a chmury były bardzo gęste. Czekała nas trwająca ponad dwie godziny jazda przez górskie drogi. Widoczność była słaba, chwilami z trudem dostrzegaliśmy asfalt przed sobą. A kiedy wznosiliśmy się serpentynami w wyższe partie gór, nad mgły, mogliśmy obserwować niecodzienne widoki. I ponure, i pełne grozy, i piękne jednocześnie. Zatrzymywaliśmy się, by utrwalać te krajobrazy na zdjęciach.

Mgły

Gdy dojechaliśmy na parking przed jaskinią Domica, byliśmy trochę zdziwieni. Teren wydał się nam dość płaski (i gdzie tu skrywają się te wszystkie skalne groty?), a samo wejście do jaskini było betonowe, prowadziło przez nowoczesny budynek. W dodatku dowiedzieliśmy się, że rejsy po Styksie od półtora roku się nie odbywają, bo bardzo obniżył się poziom wody… Miny nam zrzedły, ale skoro już tu przyjechaliśmy, poczekaliśmy na przewodniczkę. Oprócz naszej czwórki, było jeszcze małżeństwo z dzieckiem.

Gdy tylko zaczęliśmy zwiedzanie, poczułam się jak Alicja w Krainie Czarów. Jaskinia zachwyca od pierwszej chwili, a potem zachwyt ten nie zmniejsza się ani odrobinę. Nie bez powodu została wpisana na listę UNESCO. Uderza niesamowite bogactwo form nacieków, w przeróżnych, czasami przedziwnych kształtach i kolorach. Wzrok co chwilę zatrzymuje się na innym, fascynującym detalu. Intensywny róż i koral miesza się tu z żółcią, pomarańczem i brązami. Choć temperatura jest dość niska (ok. 10 st. C), mam wrażenie, że od tych żywych barw bije ciepło.

Jaskinia Domica 7 pm
Prawdziwie koronkowa robota
Jaskinia Domica 5 pm
Osobliwa forma naciekowa zwana tarczą

Największe wrażenie robi Komora Majka, a w niej tzw. Łaźnie Rzymskie, czyli małe trawertynowe tarasy wypełnione wodą. Przypominają trochę tureckie Pammukale, tylko są bardziej kolorowe. Pięknie odbijają się w nich nacieki skalne.

Jaskinia Domica 15 pm
Rzymskie Łaźnie w jaskini Domica
Jaskinia Domica 11 pm
Tarasy Rzymskich Łaźni widziane od przodu

Patrząc na tę urzekającą podziemną scenerię, aż trudno uwierzyć, że to wszystko jest dziełem natury! Domica zachwyciła niejednego artystę. W niej kręcona była ekranizacja słynnej baśni „O soli cenniejszej niż złoto” oraz wiele reklam. To też jaskinia wyjątkowo lubiana przez nietoperze, bo żyje ich tutaj aż 2000. Łatwo dają się obserwować, podświetlone latarką.
Jaskinia Domica miała też innych, bardzo ciekawych mieszkańców, wśród nich były… niedźwiedzie i ludzie, którzy osiedlili się tu już w okresie neolitu. Odkopano dużo pamiątek po nich: grzebienie z kości, naszyjniki z muszli i zębów zwierząt, kamienne siekiery i noże (można je oglądać przed wejściem). Jak czuł się tutaj taki człowiek sprzed 5-6 tysięcy lat? Przewodniczka gasi na chwilę światło. Bajkowa sceneria pogrąża się w całkowitym mroku… Mieszkaniec neolitu, zdany na światło ognia, chyba nie do końca zdawał sobie sprawę, w jak przepięknym otoczeniu żyje. Za to na pewno w orientacji pomagał mu słuch. Jaskinia ma wyjątkowo dobrą akustykę. Nucimy coś cichutko, a głos się niesie daleko… Dowiadujemy się, że pozostała część tych podziemnych korytarzy ciągnie się już po drugiej stronie granicy. Węgierska jaskinia nazywa się Baradla i nie ustępuje urodą słowackiej.

Po wyjściu na zewnątrz trudno wrócić do rzeczywistości. Na dworze wciąż szaro i mokro, a ja mam cały czas obrazy z Domicy przed oczami. Utrwaliły się mocno w pamięci. I przypominają się zwłaszcza w chłodne, słotne dni.

Tekst i zdjęcia: Elżbieta Bogusławska-Przybysz

Jaskinia Domica

 

 

 

3 komentarze(y) “Jaskinia jak słońce

  1. Te rzymskie łaźnie rzeczywiście bardzo przypominają Pammukale. Kolorowość tych wodnych baseników zależy od tego, co się w nich odbija. Jak byłam w Turcji w trawertynowych basenikach odbijało się niesamowicie błekitne niebo i wszystko aż wirowało od koloru.

    1. Jak ja byłam w Turcji, to tarasy w Pammukale akurat były w odbudowie, po zlikwidowaniu hotelu na górze 😉 Nie były więc bardzo białe i tym większe podobieństwo do nich tych słowackich 😉 Ale ma Pani rację, że największy efekt daje to, co się w wodzie odbija 🙂 Mnie nawet w Pammukale nie przeszkadzało wtedy to, że było sporo turystów 😉 Cuda natury, nawet zniszczone, zwracały uwagę 🙂

      1. W końcu zmobilizowałam się i napisłam post o moim pobycie w Pammukale:
        https://blaszakal.wordpress.com/2015/10/23/bawelniany-zamek/#more-1068
        :O

Dodaj komentarz