Opublikowano

Lawenda i rąbanie drewna

lawenda

Zmieniła miasto na wieś. Świetnie prosperującą firmę przekazała wspólnikowi. Kupiła kawał ziemi na Warmii. Sprowadziła z Łemkowszczyzny drewnianą chałupę. Założyła ogród i plantację lawendy Lawendowe Pole. Wykopała studnię. Nauczyła się robić piękne i użyteczne rzeczy z gliny. Założyła fundację i zorganizowała Warsztaty Alchemiczne, na których pokazuje, jak można zrobić domowe kosmetyki. Spowolniła rytm życia. Zrobiła tak, bo czuła, że jeżeli nie zmieni czegoś w swoim życiu, to po prostu umrze.

Historia Joanny Posoch jest jednak nie tylko atrakcyjnym tematem reporterskim o takiej jednej, która przerwała wyścig szczurów, bo zachciało jej się żyć według własnego scenariusza. To nie tylko historia o zwykłej ucieczce z dala od zgiełku i realizowaniu marzenia o  powrocie do natury. Poradnik pani Joanny, poza wskazówkami, jak wybrać dom, zbudować budynek gospodarczy, pielęgnować ogród,  robić przetwory ziołowe, czy wreszcie jak obchodzić się z drewnem użytkowym i palić w piecu, czyli narąbać drewna (co jak się okazuje nie jest taką prostą sprawą, ale autorka tę sztukę opanowała i dzieli się doświadczeniami w sposób uroczy). Jest w tej książce pewna bardzo ciekawa refleksja na temat dzisiejszego powrotu na wieś. Dzisiejsze powroty na wieś tłumaczy autorka chęcią tworzenia  „własnej legendy”:

wiedza o naszych korzeniach jest w dużym stopniu stracona – mamy co prawda przodków, jednak nie mamy ich portretów… ani wiedzy o nich. Zapewne nieliczni mogą poszczycić się galerią przodków  na ścianach (…). Nowe życie na wsi to możliwość, aby niejako na nowo zacząć pisać swój los, tworzyć i zarazem dokumentować swoją własną legendę. Na wsi – pisze dalej autorka – uzyskujemy nowy kontekst, dość sprawiedliwy zresztą: oto stwarzamy miejsce, nadajemy mu charakter, a następnie identyfikujemy się z nim. Podpieramy się wizerunkiem tego miejsca. W kontekście swojego wiejskiego siedliska przestajemy być ludźmi pozbawionymi korzeni.

Prawda! Niedawno, w małym miasteczku Elmshorn niedaleko Hamburga, poznałam rodzinę osiedloną tam od połowy XVIII wieku. Pokazywano mi z dumą kamienicę z tamtego okresu, w której obecnie mieszka jeden z potomków rodziny. We Florencji z kolei – opowiada Tessa Capponi-Borawska (Włoszka zamieszkała w Polsce od przeszło trzydziestu lat)–  istnieje dom zamieszkały przez tę samą arystokratyczną rodzinę od końca XIV wieku! Czy u nas są takie miejsca, takie rodziny, które nieprzerwanie choćby od trzech pokoleń mieszkają w jednym domu? Nasza historia (ta współczesna również, naznaczona emigracją ekonomiczną) nie ułatwiła tego zadania.

Zapach lawendy, ciepło, życzliwość – do świata, ludzi, najbliższego otoczenia, do wszelkiego żywego stworzenia (ulubione określenie autorki) – to wszystko znajdziecie w „Lawendowym Polu”. Przeczytajcie tę opowieść jak można odnaleźć radość w dostrzeganiu ulotnych chwil i małych rzeczy. Zielara

 

 

Zdjęcia z archiwum Joanny Posoch

 

 

 

4 komentarze(y) “Lawenda i rąbanie drewna

  1. Co mogę powiedzieć w tym temacie 🙂 uwielbiam lawendę i uwielbiam spokój :-). Złośliwość lawendy w moim przypadku polega na tym, że ciągle mi się nie chce przyjąć i marzenie o lawendowej ścieżce do domu niestety pozostaje jedynie marzeniem. Bardzo się cieszę, że komuś udało się stworzyć coś, co daje spokój i życzę Pani Joannie wielu sukcesów i spokoju :-).

    1. A przetrzymuje Pani nasiona przed wykiełkowaniem w lodówce? Ponoć trzeba tak zrobić (z piaskiem), by lawenda się zahartowała. Nie można tracić nadziei na mikropoletko lawendowe. Na pewno się uda! Ja tak miałam z doniczkową rośliną, która uwielbiam – z krotonem. Kiedyś sprzedawca zażartował (kiedy kupowałam trzeciego krotona): „Bo proszę pani, kroton to dopiero za szóstym razem się przyjmuje!” Czwarty egzemplarz się zaaklimatyzował. Proszę zajrzeć do książki „Lawendowe Pole”, może Pani odkryje tajemnicę. Życzę powodzenia!

  2. Przypomniało mi się, jak w „Czterdziestolatku” bohaterowie koniecznie chcieli powiesić „obraz przodka” na ścianie… Jest w tym myśl. Nie na darmo mówi się też, że mężczyzna powinien: „spłodzić syna, wybudować dom i posadzić drzewo”. Ale myślę, że to również kwestia „dojrzałości” 🙂 Najpierw się szuka miejsca na ziemi w sensie przenośnym, a dopiero potem w dosłownym 😉

    1. Racja! Korzenie dają siłę. Można być wędrowcem przez całe życie, ale z jakiego punktu się wystartowało, określa człowieka. Czasami są to korzenie, do których byśmy się nie przyznawali, z biegiem lat nawet jakieś szalone ciotki mogą stać się wdzięcznym tematem do anegdot rodzinnych…

Dodaj komentarz