Opublikowano

Makaki ‒ szajka z dżungli

makaki_ok

Małe, zwinne, wszędobylskie. Jak siedzą, przypominają zabawki z pluszu. Ktoś, kto nie miał z nimi wcześniej do czynienia, może się w pierwszej chwili rozczulić, gdy je zobaczy. Ale wystarczy spojrzeć im w oczy ‒ przenikliwe, świdrujące ‒ by wiedzieć, że to małpy o niecnych zamiarach.

Ugryzł mnie kiedyś makak. W Maroku. Stałam przy drodze, podszedł, rozpływałam się w zachwycie, bo to był rozkoszny młodzian, zaprosiłam go do wspólnego zdjęcia. Chętnie zapozował, a na odchodne zostawił zębami znak na mojej ręce. Od tej pory jestem czujna, kiedy widzę te malutkie, niewinnie wyglądające małpeczki. A zadziwiają mnie coraz bardziej. Skąd w nich tyle złośliwości?

O tym, do czego są zdolne makaki z Gibraltaru, krążą już legendy. Sztuczki tych małpek stały się chyba największą „atrakcją” małego brytyjskiego rejonu Półwyspu Iberyjskiego.  Turyści wracający z wycieczek na Gibraltar prześcigają się w opowiadaniach, co im zniszczyły lub ukradły te złośliwe stworzenia. W Indiach makaki czują się zupełnie bezkarne, bo są tam czczone jako symbol Hanumana, boga małpy. Hindusi zbudowali Hanumanowi tysiące świątyń, w których składają małpom ofiary. A co robią makaki? Koczują wokół tych budowli i okradają turystów! Trzeba mieć się naprawdę na baczności, bo wystarczy chwila nieuwagi, a można stracić nie tylko trzymane w ręku przysmaki, ale i komórkę, aparat fotograficzny, portfel, paszport, a nawet cały plecak… Małe małpki są niesamowicie sprytne i szybkie, nie ma szans na ich dogonienie.

Makak obserwujący turystów przed świątynią w Kuala Lumpur
Makak obserwujący turystów przed świątynią hinduską w Kuala Lumpur
Chwila odpoczynku...
Chwila odpoczynku…
Upatrzył sobie ofiarę... Chwilę potem wyrwał turyście z rąk orzeszki
Upatrzył sobie ofiarę… Chwilę potem wyrwał turyście z rąk orzeszki

W Delhi ostatnio makaki tak się rozpanoszyły, że rząd Indii ma poważny problem. Upodobały sobie bowiem rezydencje ministrów i najważniejsze budynki państwowe, skacząc na oficjalnych gości premiera i szefów różnych resortów. Podobno zatrudniono tam nawet specjalnych ochroniarzy, którzy potrafią imitować odgłosy langurów, naturalnych wrogów makaków. Ma to odstraszać złośliwców od rezydencji najważniejszych osób w państwie.

Makaki należą do najinteligentniejszych zwierząt świata. Przystosowują się do życia w każdych warunkach. Choć ich naturalnym środowiskiem jest las, doskonale czują się i w dużych miastach. Radzą sobie świetnie: kradną jedzenie albo wybierają je ze śmietników, demolują mieszkania i balkony, zrywają anteny satelitarne… Kilka miesięcy temu miałam okazję przyjrzeć się całym rodzinom makaków na wolności na skraju dżungli. Gesty i mimika ich twarzy były tak wyraziste, że łatwo mogłam odgadnąć, jakie są relacje pomiędzy członkami stada. Kto pełni tam ważną funkcję, a kto słucha innych. Fascynujące było to, że potrafiły siedzieć na gałęzi w symbiozie i się iskać, a za chwilę kłócić… Patrzyłam na wzrok małpicy, która zdawała się razić nim siedzącego obok pana makaka, próbującego pielęgnować jej sierść (zdjęcie w czołówce). Dopiero potem dowiedziałam się, że samce makaków iskaniem płacą samicom za seks. Widocznie ten jeszcze niedostatecznie wkradł się w łaski swojej wybranki i stąd jej srogi wzrok. Ale po paru minutach złagodniała, co widać na zdjęciu poniżej.

Rodzina makaków
Rodzina makaków
Mama karmi, tata pielęgnuje
Mama karmi, tata pielęgnuje

Małpki te słyną z rozwiniętych zdolności poznawczych. Obserwują, wyciągają wnioski, kombinują. Niestety, robienie psikusów turystom jest ich ulubioną rozrywką. Chyba bawi je przechytrzanie istot podobnych sobie… Zwłaszcza, że w miejscu, w którym ja byłam, jest niewiele ludzi. Stoi tam w dżungli jedna jedyna skromna restauracja, w której nieliczni turyści mogą coś zjeść, a wokół czają się makaki. I trzeba mieć dużo szczęścia, bo potrafią podbiec z zaskoczenia, wyrwać puszkę z napojem albo porwać frytki z talerza… Nie dlatego, żeby były głodne, ale po prostu „dla sportu”. Przyglądają się, wybierają odpowiedni moment, robią nagły skok i… już nie ma jedzenia na talerzu. Widzieliśmy też makaka, który rozsmakował się w czekoladzie… Wyjął z kosza plastikową butelkę, w której były dwa papierki po czekoladowych cukierkach, rozpracował sposób, jak je wyciągnąć przez mały otwór, a potem z ukontentowaniem wylizywał resztki czekolady z papierka. Przyglądałam się temu z niemałym podziwem, bo wykonywał to z niesamowitą precyzją. Robił przy tym śmieszne minki.

Nieco mniej zabawnie było, kiedy inny makak upatrzył sobie torebkę wafelków, którą trzymałam w dłoni. Chodził za mną krok w krok. Nic nie robił sobie z moich okrzyków: „Idź stąd! A sio!” Zaczęłam jeść nerwowo. W pewnym momencie… pac i mała małpa ma część zawartości mojej torebki w ręce. Poczułam się skonsternowana, a ona uśmiechała się bezczelnie. Spojrzałam na jej twarz, różową, prawie bezwłosą. Dostrzegłam w niej  butne, zawadiackie spojrzenie i jakoś trudno mi było uwierzyć, że nie jest to  twarz człowieka.

A jak śpi, to jest taki słodki...
A tak niewinnie wygląda, jak śpi…
Wszyscy dbają o matkę...
Wszyscy dbają o matkę…

Tekst: Elżbieta Bogusławska-Przybysz

Zdjęcia: Elżbieta Bogusławska-Przybysz i Mariusz Przybysz

Dodaj komentarz