Opublikowano

Oko w oko z krokodylem i słoniątkiem

slonie na glowne

Są takie miejsca, z których nie chce się wyjeżdżać. Intensywnie chłonie się każdy szczegół krajobrazu, dźwięki, zapachy i ogólnie atmosferę, a potem to wszystko łatwo przywołać w pamięci. Jedno z takich miejsc odkryłam w Nepalu, w Parku Narodowym Chitwan.

Sam park jest miejscem bardzo ciekawym, nie bez powodu w 1984 r. trafił na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Żyje tu niezwykle dużo zwierząt (wiele z nich to gatunki chronione), za to bardzo mało ludzi, bo wilgotny i bagnisty rejon należał do wyjątkowo malarycznych. Mieszkańcy po prostu nie przeżyli, przetrwało tu tylko jedno plemię ‒ Tharowie, słynący z tego, że uodpornili się na malarię. Sami śmieją się, że zawdzięczają to prawdopodobnie alkoholowi, bo konserwują się nim dość gorliwie.

W wiosce Tharów
W wiosce Tharów

Do parku najlepiej przyjechać w porze suchej, czyli w okresie od października do marca, wtedy nie ma tu zbyt wielu komarów. My byliśmy w listopadzie. Do atrakcji na pewno należy safari na słoniach w głąb dżungli i przez bagna oraz rzeki. Z grzbietu tego zwierzęcia można podziwiać (przy odrobinie szczęścia) nosorożce, niedźwiedzie, lamparty, jelenie oraz niesamowite ptaki (jedna dziesiąta gatunków ptaków na kuli ziemskiej żyje właśnie tutaj). Słonie są największymi ssakami na świecie i czują przed nimi respekt wszystkie zwierzęta, dlatego to safari jest bezpieczne. Najlepiej wybrać się o świcie, kiedy dżungla budzi się do życia.

Wyprawa rozpoczyna się bladym świtem
Wyprawa rozpoczyna się bladym świtem
Z kosza na słoniu doskonale obserwuje się okolicę
Z kosza na słoniu doskonale obserwuje się okolicę

Taka przejażdżka pozostawia wrażenia na długo, ale nie ona najbardziej poruszyła moje emocje. Pod wieczór wybraliśmy się do rządowego ośrodka rozmnażania słoni. Kilkukilometrowa przeprawa w to wyjątkowe miejsce dostarczyła silnych wrażeń. Zaproszono nas do drewnianych kajaków, a właściwie canoe, bo były to łodzie wydrążone w pniu drzewa. W jednej mieści się 6-7 osób. Wsiadłam na drżących nogach. Kiedy wypływaliśmy, powierzchnia wody znajdowała się zaledwie kilka centymetrów pod krawędzią kajaka. Wystarczyło, że ktoś lekko przechylił się w którąś stronę, a kajak również. Trzeba było ostrożnie fotografować. Coś takiego, jak koło ratunkowe, nie jest tam znane (jak zresztą w większości krajów Azji). Na przodzie siedział sternik i opowiadał o florze i faunie parku, m.in. o pływających w rzece Rapti krokodylach. Bardzo szybko okazało się, że nie musieliśmy uruchamiać wyobraźni, by je zobaczyć. Leżały na brzegu i wygrzewały się w słońcu, niektóre małe, a niektóre ogromne. Płynięcie drewnianą, wywrotną łódeczką obok stadka krokodyli? Gdybym wiedziała, że będzie mnie to czekało,  nie wiem, czy bym wsiadła do tej łodzi…

krokodyl leżący
Na szczęście ten wyglądał na najedzonego…
W parku narodowym Chitwan krokodyl jest gadem bardzo pospolitym, żyje tu kilka jego gatunków
W parku narodowym Chitwan krokodyl jest gadem bardzo pospolitym, żyje tu kilka jego gatunków

Wyskoczyłam na brzeg na miękkich nogach, ale długo jeszcze podziwiałam sterników, którzy bardzo sprawnie i szybko pływali pustymi łódkami.

Wysiedliśmy na brzegu, a łódka popłynęła dalej
Wysiedliśmy na brzegu, a łódka popłynęła dalej

Przed sobą miałam niesamowicie sielankowy widok. Stada tutejszego bydła pasące się na łące, pod koronami pięknych drzew. Po mocnych wrażeniach ze spotkania z krokodylami była to miła chwila oddechu.

Nic, tylko usiąść pod którymś z tych drzew i chłonąć chwilę...
Nic, tylko usiąść pod którymś z tych drzew i chłonąć atmosferę miejsca…

Tuż obok znajdował się unikalny, bo jeden z zaledwie dwóch na świecie, ośrodek hodowli słoni, który ma zapobiec ginięciu tych zwierząt, finansowany z pieniędzy rządowych. Niestety, liczebność  trąbiastych ssaków gwałtownie spada, głównie z winy kłusowników, a w niewoli bardzo trudno się rozmnażają, dlatego ta farma słoni leży tuż przy dżungli. Samice są w niewoli, ale samce często przychodzą do nich w nocy z dżungli. Małe słoniątka też chodzą wolno. I chyba to jest najsmutniejsze na tej farmie… Słonice, uwiązane na łańcuchach, nie zawsze mogą pobiec za dzieckiem, gdy to trochę się oddali. W planach jest wybudowanie specjalnego, wytrzymałego ogrodzenia, które pozwoli matkom być cały czas w pobliżu dzieci, ale na razie brak na to funduszy.

Słonica z dziećmi na farmie w Chitwan
Słonica z dziećmi na farmie w Chitwan
Słoniątka większą część czasu spędzają przy mamie
Słoniątka większą część czasu spędzają przy mamie

Farmę trzeba zwiedzać albo rano, albo wczesnym wieczorem, w porach karmienia, bo w ciągu dnia słonice mają różne zajęcia, a także chodzą na kąpiele w rzece. Zwierzęta te uwielbiają wodę i błoto, moczenie się w nim sprawia im wielką frajdę. Poza tym wspólne zabawy bardzo umacniają więzi między matką i dzieckiem, a u tych ssaków są one wyjątkowo silne.
Słonie  używane są do patrolowania parku przez strażników, do safari, naukowcy prowadzą tu też obserwacje, część słoni trafia w inne rejony, gdzie tych ssaków jest dużo mniej. Nie sposób nie myśleć o tym, jak bardzo człowiek zapanował nad tymi największymi zwierzętami świata…

Zabawa słoniątek
Zabawa słoniątek

Widok stadka biegających wolno i dokazujących małych słoni jest niesamowity. Można godzinami obserwować, jak się bawią, zaczepiają trąbami, wspinają. Są też bardzo chętne do kontaktów z turystami.  Dają się pogłaskać. Trzeba jednak uważać, by nie nadepnął nam na nogę! Słoń tuż po narodzeniu waży około 100 kg! Najbardziej urzekł mnie jeden, najmłodszy na farmie maluch (podobno zaledwie kilkudniowy). Chodził jeszcze nieporadnie i zupełnie nie wiedział, po co mu trąba (słonie przez pierwsze tygodnie po przyjściu na świat w ogóle z nich nie korzystają, ssą mleko matki bezpośrednio „ustami”). Każda nierówność terenu była dla niego ogromną przeszkodą.

To niewielkie wzniesienie wydawało się temu maluchowi górą nie do pokonania. bardzo chciałam mu jakoś pomóc..
To niewielkie wzniesienie wydawało się temu maluchowi górą nie do pokonania. Bardzo chciałam mu jakoś pomóc..

„Maleństwo”, jak wszystkie słonie azjatyckie w tym wieku, miało prześmieszną, rudawą czuprynkę. Było cudownie pomarszczone i bardzo chętnie dawało się głaskać. Pobiegłam do pawilonu, w którym można było dużo dowiedzieć się o tych ssakach (m.in. o tym, że ciąża słonicy trwa prawie dwa lata i że zwierzę dojrzewa kilkanaście lat) oraz ich, nieciekawej niestety, sytuacji w świecie, ale natychmiast wróciłam do słoniątek. Nie mogłam się napatrzeć. Takie były beztroskie…
Słońce zaczynało już zachodzić, a mnie wcale nie chciało się stamtąd wracać. Zrobiłam sobie na koniec pamiątkową fotkę ze słonikiem trochę starszym od mojego ulubieńca.

W parku Chitwan wiele osób ma słonia w swoim gospodarstwie domowym, niestety, ja nie mogłam sobie zabrać takiego zwierzaka do domu...
W parku Chitwan wiele osób ma słonia w swoim gospodarstwie domowym, niestety, ja nie mogłam sobie zabrać takiego zwierzaka do domu…

Widziałam potem jeszcze niejedne słonie, ale te maluchy z farmy w Nepalu najbardziej utkwiły mi w pamięci. Ciekawa jestem, jaki los je spotkał…

Tekst: Elżbieta Bogusławska-Przybysz
Zdjęcia: Elżbieta Bogusławska-Przybysz i Mariusz Przybysz

Słonie są również bohaterami tekstu Radość tu i teraz, zapraszamy do lektury.

2 komentarze(y) “Oko w oko z krokodylem i słoniątkiem

  1. Myślałam, że słonie to pojazdy jednoosobowe, a tu całe grupki ludzi jadą na słoniach 🙂

    1. Koszyczki są czteroosobowe 😉

Dodaj komentarz