Opublikowano

Prawdziwa natura miłości

milosc

Gdzie rodzi się miłość? Motyle czujemy w żołądku, ofiarowujemy komuś swoje serce, ale okazuje się, że wszystko zaczyna się w mózgu. To on decyduje o naszym zakochaniu, o pożądaniu oraz o tym, czy zaczniemy uprawiać z kimś seks, czy nie. Reguła ta dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Kilka dni temu portal dziennikarski „Zdrowa ONA” zorganizował debatę na temat zakochania, pożądania, miłości i antykoncepcji. Specjaliści mieli najpierw ustalić, czym jest zakochanie. Dr Andrzej Depko, seksuolog, nazwał je… obłędem. To stan, w którym mamy ograniczone pole świadomości – tłumaczył. Człowiek nie chce jeść, pić, nie może spać, myśli tylko o tej jednej osobie, tworzy fantazje na jej temat. Cierpi. Zakochanie to specyficzny stan naszego organizmu, w którym tracimy kontrolę nad sytuacją. Życie w ciągłym stanie zakochania byłoby upiorne.
Nienawidzę być zakochana, organizm mnie wtedy wykańcza
– przyznała Małgorzata Ohme, psycholog. Zakochanie aktywizuje wszystkie nasze słabości: lęki, potrzebę symbiozy, trudności z więzią (wynikające z doświadczeń wczesnodziecięcych). Osoby będące w tym stanie po prostu się męczą.
Mamy wówczas klapki na oczach
– podkreślił dr Andrzej Depko. Dopiero w momencie przechodzenia do drugiej fazy, czyli miłości, widzimy szerzej. Może się okazać, że stan zakochania zamiast w miłość, zamienia się w rozczarowanie. Dochodzi do deidealizacji drugiej osoby.
Zaczynamy widzieć tę osobę taką, jaką jest
skwitowała Małgorzata Ohme. I albo to uczucie przekształca się w coś trwalszego, albo nie.

Ona i on – na początku zapatrzeni tylko w siebie
Ona i on – na początku zapatrzeni tylko w siebie

O tym, czy się w kimś zakochamy, czy nie, decyduje mózg. Narządy płciowe służą jedynie realizacji pragnień. Układ nerwowy umożliwia nam porozumiewanie się ze światem. Za pomocą zmysłów do mózgu dochodzą różne bodźce (widzimy czyjąś twarz, czujemy ciepło, nasz nos łechta zapach itd.) i to on podejmuje decyzję, co dalej z tym zrobić. Między dwiema osobami może wówczas „zaiskrzyć”, jeśli akurat ich układy nerwowe są gotowe na przyjęcie tych bodźców – tłumaczy dr Andrzej Depko. Zaczyna się wówczas produkcja pewnych neuroprzekaźników, które mózg do tej pory wytwarzał w znacznie mniejszej ilości. Dochodzi do prawdziwej burzy hormonalnej. W pierwszej kolejności pojawiają się adrenalinanoradrenalina, które sprawiają, że na wybraną przez nas osobę reagujemy jak pod wpływem stresu czy strachu. Mocniej bije nam serce, jesteśmy gotowi do działania. Równocześnie wydzielana jest w dużej ilości fenyloetyloamina, zwana hormonem zakochania. Działa ona jak narkotyk i sprawia, że patrzymy na partnera przez różowe okulary. Jej wysoki poziom utrzymuje się zwykle od roku do czterech lat. Za stan euforii i zadowolenia odpowiadają również endorfiny, zwane hormonami szczęścia. Kiedy związek trwa już dłużej, zwiększa się również produkcja oksytocyny (u kobiet także w czasie orgazmu i podczas porodu), dającej poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, a u mężczyzn wazopresyny, powodującej uczucie bliskości i przywiązania. U każdego z nas poziom hormonów jest jednak inny, dlatego ludzie różnie przeżywają stany zakochania, jedni bardzo gwałtownie, a inni mniej.

Smak pierwszych pocałunków z daną osobą pamięta każdy...
Smak pierwszych pocałunków z daną osobą pamięta każdy…

Czy zakochanie oznacza pożądanie? Okazuje się, że nie. To dwa zupełnie niezależne stany – wyjaśnia dr Andrzej Depko. Aby pożądać, nie musimy być zakochani. Pożądanie może być przyczynkiem do tego, aby się zakochać. Na bazie fascynacji seksulanej możemy przeżyć fascynację inną sferą u danej osoby. Zakochanie to stan, który dotyczy bardziej kory mózgowej, a pożądanie – układu limbicznego.
Możemy pragnąć kogoś, jednocześnie nie czując do niego miłości, ani nie mając zamiaru się wiązać
komentuje Małgorzata Ohme.
Z czasem z zakochania może zrodzić się miłość. Ale jak to uczucie można zdefiniować? Dla mnie miłość oznacza, że wybieram daną osobę każdego dniawyznała Małgorzata Ohme. Niestety, miłość czasem jest skazana na porażkę, bo nie utożsamiamy jej z przeciwnościami, z kryzysem. Traktowana jest hedonistycznie. Nie jesteśmy gotowi na rozwiązywanie problemów. Trzeba pamiętać, że o tym, jak kochamy, decyduje bardziej nasza osobowość niż płeć. Duży wpływ mają doświadczenia wczesnodziecięce, i to już z pierwszych miesięcy życia.

W zależności od doświadczeń wczesnodziecięcych, inaczej odbieramy miłość. Dla jednych może być ona poczuciem bezpieczeństwa, dla innych nieprzewidywalnością. Osoby mające w przeszłości niestabilnego pierwszego opiekuna (zwykle jest to matka), który raz ich przytulał, innym razem wyrażał swoją złość albo po prostu znikał, miłość to strach, smutek, cierpienie. Takie osoby boją się w związku odrzucenia. Jeśli spotka się dwoje ludzi o różnych doświadczeniach i inaczej odbierających miłość, czasami trudno im zbudować związek.
Małgorzata Ohme przypomniała również, że każdy z nas ma trzy zdrowia: somatyczne, psychiczne i seksualne.  Gdy którekolwiek zdrowie zaczyna szwankować, rzutuje to na resztę podkreśliła psycholog. Z tego też powodu seksualność bardzo wiąże się z samooceną. Osoby z wyższym poczuciem własnej wartości częściej przeżywają orgazm. A współżycie ma bardzo duże znaczenie emocjonalne, więziotwórcze. Niestety, wiele związków rozpada się, bo brakuje w nich rozmowy. Problemy pozostają nierozwiązane.

Wiele kobiet marzy, by mieć mężczyznę u swoich stóp...
Wiele kobiet marzy, by mieć mężczyznę u swoich stóp…

60 proc. zarówno mężczyzn, jak i kobiet mówi, że nie potrzebuje uczucia, aby pójść do łóżka (wyniki badania z sierpnia 2016 roku, przeprowadzonego przez agencję SW RESEARCH na zlecenie filmy Gedeon Richter). Tak odpowiadali ankietowani, ale ja nie bardzo im dowierzampowiedziała Małgorzata Ohme. Takie deklaracje to raczej wynik mody, sposób autoprezentacji. Wiele pań być może chciało pokazać w ten sposób, że czują się wyzwolone. Kobiety potrzebują więcej czasu, aby zdecydować się na seks, bo one nie traktują go jako przyjemności. Nie jest to ich podstawowa potrzeba. Podchodzą do seksu bardziej intencjonalnie, w kategoriach: „Zdobyłam go”, „Akceptuje mnie”, „Ożeni się ze mną”. Kobiet nie uczy się, że seks może być przyjemny, mają różne samoograniczenia.
Z punktu widzenia praktycznego dla kobiet nie ma lepszej sytuacji, jak pójść z mężczyzną na pierwszej randce do łóżka
– skomentował z uśmiechem dr Andrzej Depko. Mężczyzna się wtedy odsłania i wiemy, z kim mamy do czynienia. Po jego zachowaniu w łóżku, można się bardzo dużo dowiedzieć: czy jest czuły, czy dba o potrzeby kobiety, czy jest dominujący itd. A tak to na randkach facet gra, wkłada różne maski. Czaruje szampanem, kolacją…
Natura tak to niesprawiedliwie urządziła, że kobiety mogą pełniej czerpać przyjemność w łóżku niż mężczyźni dodał seksuolog. Wystarczy przyjrzeć się fizjologii: kobieta została zaprogramowana do przeżywania orgazmów wielokrotnych, a mężczyzna nie. Od 3 tysięcy lat kultura stara się jednak okiełznać kobiecą seksualność. Kobietom przykazuje się, by nie spieszyły się z pójściem do łóżka i mówi się im: „Zostawi cię”, „Wykorzysta cię”, „Zostaniesz sama”. Mężczyźni przez wieki bali się rozwiniętej seksualności kobiety. Z tego lęku w wielu kulturach (u ludów Ameryki Płn. i Płd, w Indiach, ale i w Europie) stworzyli pojęcie zębatej pochwy, która miała zjadać penisa…
Ograniczanie seksualności kobiety miało też służyć temu, aby nie zdradzały one swoich mężów i nie rodziły im cudzych dzieci. Mężczyzna z epoki łowiecko-zbierackiej chciał, by to jego potomkowie dziedziczyli to, czego się dorobił. Zdarzały się jednak kultury, w których żeńska seksualność była inaczej wykorzystywana. W indiańskim plemieniu Kayapo w Amazonii stosuje się zbiorowe gwałty na kobietach i jest to ogólnie dozwolone, akceptowane przez tę społeczność. Mężczyźni jednak wyraźnie ponoszą też koszt psychiczny, bo wyjątkowo dużo tam wśród nich alkoholików…
Kobiety przez około 40 lat swojego życia musi starać się rozwiązywać problem własnej seksualności – podkreślił dr Andrzej Depko. Nie śpieszy się z pójściem do łóżka, bo chce zobaczyć, czy ma do czynienia z odpowiedzialnym facetem. Od najdawniejszych lat panie stosowały antykoncepcję, świadczą o tym choćby zapiski na egipskich papirusach. Połykały żywe osy, robiły czopki na bazie gumy arabskiej z odchodami krokodyla.
Seksuolog przytoczył też wątek ze starożytnych mitów greckich: między Zeusem i Herą panował spór o to, kto czuje większe pożądanie i czerpie większą satysfakcję z seksu. Jedni bogowie przyznawali rację Herze, drudzy Zeusowi. W końcu wydobyto Tyrezjasza z Tartaru, ponieważ część swojego życia był kobietą i sprawdził na własnej skórze, jak to jest. Poproszono go o rozstrzygnięcie. Tyrezjusz przyznał, że większe pożądanie odczuwa kobieta. Określił przy tym, że jeśli seksualność podzielić na dziesięć części, to z tego aż dziewięć przypadnie kobiecie, a mężczyzna tylko jedna.

On dla niej królem, a ona dla niego królową. Czy to tylko w bajkach?
On dla niej królem, a ona dla niego królową. Czy to tylko w bajkach?

Notowała i opracowała Elżbieta Bogusławska-Przybysz

Zdjęcia: pixabay.com

Dodaj komentarz