Opublikowano

Renifer – udomowiony, ale wolny

renifer_w Laponii

Najczęściej znamy go ze świątecznych pocztówek, na których ciągnie sanie świętego Mikołaja. Kojarzy się ze śniegiem i daleką północą. Ja pierwszy raz renifera poznałam latem i było to niezwykłe spotkanie.

Na początku naszej lipcowej wyprawy do Laponii odniosłam wrażenie, że te przepiękne zwierzęta gdzieś się pochowały. Miało ich być dużo w górach Parku Narodowego Urho Kekkonen, ale mgła całkiem przysłoniła widoki. Na próżno wypatrywałam reniferów wszędzie tam, gdzie potencjalnie mogły być. Także sześciokilometrowy spacer wzdłuż jeziora Inari do starego drewnianego kościółka wydawał się być pod tym względem bezowocny. Moi współtowarzysze wycieczki ruszyli już w drogę powrotną, a ja zostałam dłużej na przepięknej łące, pokrytej dorodnymi pełnikami europejskimi – sporymi żółtymi kwiatkami z rodziny jaskrów.

Nagle zza drzew wyłonił się on. Był sam. Najpierw zrobił małe kółko płynnym krokiem, tak jakby tańczył, a potem zatoczył na łące szersze koło wokół mnie, prężąc przy tym szyję. Ileż w nim było elegancji i dumy! Chociaż nie miał szaty w najlepszej kondycji, bo w lipcu renifery zmieniają sierść, i tak wydawał się piękny. Oczu nie można było od niego oderwać, a on pozwalał się podziwiać i fotografować (zdjęcie powyżej). Tak, jakby chciał pokazać: „Jestem tu u siebie. To moja łąka i na niej czuję się świetnie!”

Przy ujściu rzeki Tana
Przy ujściu rzeki Tana

Widzieliśmy potem jeszcze stada reniferów w niezwykle urokliwych surowych plenerach. Zawsze miałam wrażenie, że są one idealnym dopełnieniem tych krajobrazów. Z tym większym zdziwieniem przyjęłam wiadomość, że w Laponii (i całej Skandynawii) wszystkie te zwierzęta mają swoich właścicieli. Raz w roku są przez nich spędzane w jedno miejsce, przeglądane i wtedy podejmowana jest decyzja, które z nich mają zostać zabite na mięso i skóry. Pozostałe trafiały znów na wolność.

Pomyślałam, że to kompromis pomiędzy tym, co konieczne bo renifery od wieków stanowiły największe bogactwo Samów, rdzennych mieszkańców Laponii: dostarczały im jedzenia, ubrań i pokryć namiotów (ze skór), narzędzi, naczyń i biżuterii (z poroża) a naturalnym prawem zwierząt do wolności. Nie straciły dzięki temu dumy.  Wydają się być panami tych rejonów. Nic nie robią sobie, na przykład, z jadących samochodów. Pojawiają się nagle na ulicy i idą swoim nieśpiesznym, tanecznym krokiem, a kierowca musi czekać, aż zejdą z drogi lub jechać wolno za nimi, bo trąbienie nie robi na nich większego wrażenia.

Niestety, przez ten zupełny brak strachu przed pojazdami ginie wiele reniferów, szczególnie wieczorami (które przez sporą część roku są tu długie), dlatego Finowie coraz częściej zaczęli oznaczać te zwierzęta, malując ich poroża odblaskową farbą, żeby były widoczne dla kierowców. Akcja jest szeroko prowadzona w Rovaniemi. Podobno sposób ten się sprawdza, dzięki temu rogacze nadal mogą chodzić swobodnie niemal wszędzie tam, gdzie chcą. A także czarować turystów swoim pięknem i elegancją.

Stado reniferów na wolności
Stado reniferów na wolności

Tekst i zdjęcia Elżbieta Bogusławska-Przybysz

4 komentarze(y) “Renifer – udomowiony, ale wolny

  1. W Laponii nie byłam, ale dwa razy miałam takie spotkania ze zwierzętami, które miały właścicieli, ale chodziły sobie wolno. Pierwszy raz to było na Ukrainie w Karpatach. Tabun półdzikich koni pędzących po połoninie robi wrażenie. Konie spędzają czas na górskich łąkach, ale mają właścicieli. Nasza gospodyni miała stado pięćdziesięciu koni. Drugi raz to było na Saharze w Tunezji (dawne dobre czasy). Wielbłądy chodzą tam sobie wolno po pustyni, najczęściej po kilka sztuk, ale mają właścicieli. Spotkaliśmy takie stadko o zachodzie słońca. Podobno wiedzą, gdzie mieszkają i od czasu do czasu same przychodzą do gospodarzy.

    1. To musiały być niezapomniane spotkania… Od razu zobaczyłam te sceny w wyobraźni 🙂

  2. Konie na ukraińskich połoninach można też zobaczyć w moim poście: https://blaszakal.wordpress.com/2015/05/15/ukrainska-herbata-z-karpat/#more-910

    1. Przepiękne zdjęcia, zazdroszczę 🙂 A post zaraz przeczytam 🙂

Dodaj komentarz