Opublikowano

Sielski Mediolan?

Przed zamkiem Sforzow

Mam koleżanki, które uwielbiają odwiedzać duże miasta w weekendy. Kupują tanie bilety lotnicze i lecą do różnych metropolii w Europie, żeby „nasiąknąć” klimatem ich ulic, lokali, wczuć się w atmosferę… Ja też czasem lubię, a potem łapię się na tym, że w pamięci wcale nie zostają mi te miejsca, które są najtłumniej odwiedzane przez turystów, ale zupełnie inne…

Mediolan ciekawił mnie jako stolica europejskiej mody i ważne miasto biznesowe, o wysokiej stopie życia, dlatego chciałam je zobaczyć. Spacer po dachu gotyckiej, marmurowej katedry, należącej do największych świątyń katolickich na świecie, robi duże wrażenie. Setki wież i wieżyczek wyglądają jak z filmów fantasy. Butiki w Galerii Vittorio Emanuele II, jednym ze starszych centrów handlowych Włoch, są warte uwagi choćby dlatego, że wiele ubrań i akcesoriów kosztuje fortunę, bo zostały wykonane według pomysłu najsłynniejszych światowych projektantów. Bajońsko drogie lody czy kawa w tym centrum, zwanym „salonem Mediolanu”, które jest tak naprawdę ulicą pod szklanym, arkadowym dachem – czemu nie? Warto poobserwować ludzi, to, jak są ubrani, co robią. Wejść do któregoś z muzeów poświęconych Leonardo da Vinci, do galerii sztuki… Wszystkie atrakcje są w Mediolanie blisko siebie, skumulowane w centrum. Turyści spragnieni bodźców, mogą chłonąć je intensywnie. I my też tak robiliśmy, a na koniec zostawiliśmy sobie Zamek Sforzów oraz przyległy do niego Parco Sempione.

Moje zdumienie było ogromne, kiedy po wejściu na dziedziniec zamkowy zobaczyłam… łąkę! Najprawdziwszą łąkę, pełną polnych kwiatów! Niesamowicie kontrastowała z murami wyniosłej, reprezentacyjnej budowli. Spodziewałam się tam raczej pracowicie uformowanych klombów… Swojska łąka budziła spore zainteresowanie turystów, z których wielu było nie mniej zdziwionych niż ja.  Żałowałam, że aparat zostawiłam (bo nie chciałam tego upalnego dnia go dźwigać) w pokoju, mogłam zrobić zdjęcie jedynie smartfonem.

Na dziedzińcu zamku Sforzów kwitły maki, chabry i wiele innych polnych kwiatów...
Na dziedzińcu zamku Sforzów kwitły maki, chabry i wiele innych polnych kwiatów…

Szukałam później informacji na temat tego miejsca i zorientowałam się, że ta łąka wcale nie jest tu niczym osobliwym. W zeszłym roku, na przykład, w okolicach zamku Włosi założyli poletka z kukurydzą i słonecznikami. Taki swojski klimat w samym centrum Mediolanu? A jednak! Miały one nawiązywać do hasła Światowej Wystawy Expo „Żywienie planety, energia dla życia” i podobno cieszyły się dużym zainteresowaniem… Ludzie przysiadali w ich pobliżu, by odpocząć i sycili się ich widokiem.

słoneczniki
Pole słoneczników w centrum metropolii budziło duże zainteresowanie

Parco Sempione jest największym parkiem Mediolanu i można w nim całkiem zapomnieć, że jest się w nowoczesnej metropolii. Turyści i mieszkańcy przychodzą się tu zrelaksować. Wiele drzew pamięta jeszcze czasy królowej Bony. Co najciekawsze, w parku toczy się bardzo intensywne życie zwierząt, które można podglądać jak na dłoni. Zadziwiający jest ten brak płochliwości.
Nie mogłam się oprzeć, kucnęłam na brzegu jeziorka. Dwa metry przede mną, tuż pod powierzchnią wody, wygrzewała się wielka, pomarańczowa ryba, niedaleko niej – druga, mniej kolorowa.  Po lewej stronie, na malutkim półwyspie – żółwie, małe i duże. W wodzie – kaczki i kaczuszki. A nagle pojawiły się kokoszki z pisklętami. Brodziły w wodzie tuż przy nas, były na wyciągnięcie ręki. Ich czerwone dzioby i żółte nogi pięknie kontrastowały z szarościami piór. Patrzyłam na ten osobliwy spektakl natury i kolejny raz pożałowałam, że nie mam ze sobą lustrzanki z dobrym obiektywem. Kilka fotek na pamiątkę malutkim aparatem zrobił mój mąż, ale oddają one tylko namiastkę tamtej rzeczywistości.

Mediolan3
Ryby, ptaki, żółwie i ludzie relaksowali się w tym samym miejscu
Mediolan2
Pisklak kurki wodnej podążał wszędzie za mamą brodzącą w wodzie

Trwaliśmy tak dłuższą chwilę i jakoś nie chciało się nam już wracać na ulice Mediolanu. Rozejrzałam się wokół i zauważyłam w wielu miejscach osoby, które też chciały zapomnieć o zgiełku miasta.
Zastanawiałam się potem, dlaczego akurat łąka przed zamkiem i te sceny w jeziorku tak dobrze utkwiły mi w pamięci. I pomyślałam, że czasem pomaga niewzięcie ze sobą aparatu. Skupiamy wtedy mocno uwagę na otoczeniu, bo chcemy zapamiętać każdy szczegół. A później zaczyna on żyć w naszej wyobraźni. Inaczej obserwuje się naturę, pstrykając zdjęcia, a inaczej, gdy się z nich zrezygnuje. Dlatego warto robić i tak, i tak.

Elżbieta Bogusławska-Przybysz

Zdjęcia: Mariusz Przybysz, Elżbieta Bogusławska-Przybysz, Kent Wang/flickr.com, https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/, Kim Hill/flickr.com, https://creativecommons.org/licenses/by-nd/2.0/

 

 

 

 

 

 

2 komentarze(y) “Sielski Mediolan?

  1. Łyski z małymi spotkałam w Paryżu w Parku Tuilerie przy Luwrze. Mieszkały w parkowym stawie. Natomiast we Wiedniu w parku przy pałacu Schönbrunn rodzina kaczek z licznym potomstwem mieszkała w stawku przy fontannie. Europa tak ma.

    1. Bardzo miło jest znaleźć takie miejsce 🙂 Niektórym ptakom cywilizacja nie przeszkadza 🙂

Dodaj komentarz