Opublikowano

Troszkę spokoju. Proszę…

hamak

Czy wyobrażacie sobie trening bokserski w muzeum sztuki lub w świątyni? Nawet ekstrawagancja powinna mieć jakieś granice. Podobnie bywa z wypoczywaniem – można to robić na tysiące sposobów: na leniwca lub na sportowo, czytelniczo lub muzycznie, twórczo, kulinarnie, fotograficznie,  etc. etc. Problem tylko z dopasowaniem miejsca do swojej wizji wypoczynku i potrzeb. Dla niektórych okazuje się to trudną sztuką.

To nie jest wydumany problem, jeśli zebrać wrażenia amatorów leśnej głuszy wracających z weekendów czy wakacji w „ośrodkach w leśnej głuszy”…
Tym bardziej cenna jest więc każda prawdziwa ostoja ciszy i spokoju.
Niedawno trafiłam na kilkudniowe warsztaty pod hasłem Naturalnie & Zdrowo, zorganizowane dla kobiet w Zagrodzie Ojrzanów, uroczym miejscu położonym wśród mazowieckich lasów. Sama Zagroda jest miejscem, które idealnie wpisuje się w określenie magiczne i zaprezentowanie jej walorów wymaga odrębnego artykułu. Gościnne wnętrza hotelu oraz domków stworzyły dobry klimat warsztatów i seminariów na temat zdrowia, zmiany stylu życia i zapanowania nad swoim organizmem tak, by działał jak najdłużej w dobrej formie. Każda niemal kobieta z zainteresowaniem śledzi takie tematy i zdobytą wiedzę próbuje natychmiast, z różnym powodzeniem, wprowadzać w swoje życie. To był zatem bardzo aktywnie spędzony czas, wypełniony treningami na sali oraz na powietrzu, zajęciami z psychologiem, dietetykiem, fizjoterapeutą, itp. Uczestniczki kursu były osobami świadomymi, po co tu przybyły i nastawionymi przyjaźnie do siebie i otoczenia, co gwarantowało wszystkim świetną zabawę.
W szczególny sposób celebrowałyśmy tam czas posiłków, gdyż każdy z nich, przygotowany i apetycznie podany przez Panią Hanię, był swego rodzaju ucztą dla zdrowia i podniebienia jednocześnie. Kulinarny warsztat naszej gospodyni to też temat na osobny artykuł.

Właściciele Zagrody również przewijali się wśród gości i pojawiali tu i ówdzie, wnosząc odrobinę dobrego humoru, czasem jakiś przysmak, jak choćby domowej produkcji jogurt czy naleweczkę cytrynową… Nienachalna ich obecność dawała poczucie, że na terenie Zagrody panuje porządek i w każdej chwili można liczyć na czyjąś pomoc, jednak czas, jaki tu spędzamy, jest do naszej dyspozycji, w taki sposób, w jaki mamy ochotę go spędzać. Toteż mimo aktywnego i bogatego programu, jaki wypełniał te kilka dni, naprawdę wypoczywałam przez cały czas, podładowując osłabione zimą i brakiem słońca akumulatory.
I to było najważniejsze, co znalazłam w tym miejscu: piękną oprawę do wypoczynku wśród natury, odrobinę komfortu i możliwość oderwania się od codziennego zgiełku oraz wyciszenia wśród pięknej przyrody.

W Zagrodzie Ojrzanów każdy zakątek jest wypełniony magią
W Zagrodzie Ojrzanów każdy zakątek jest wypełniony magią

Strzeż się tych miejsc
Tego też zazwyczaj szukam w czasie każdego wyjazdu wakacyjnego, starannie wertując oferty różnych urokliwych miejsc, najczęściej reklamowanych jako spokojne, w ładnej okolicy, obfitującej w dary natury. I nawet jeśli po przyjeździe opis zgadza się z rzeczywistością, najczęściej problem zaczyna się, gdy zjadą „wszyscy”… Zazwyczaj szanuję prywatność sąsiadów i zachowuję dystans, o ile nie okażą się bratnimi duszami do towarzystwa. Najczęściej po prostu wystarczy, kiedy sąsiedzi mało absorbują moją uwagę, a ja wdzięczna za święty spokój, staram się rewanżować im tym samym.

Zauważam dość często, że ludzie przyjeżdżający odpoczywać zupełnie nie umieją tego robić… Albo trafili w nieodpowiednie miejsce do swoich potrzeb. I, co gorsza, zupełnie tego nie zauważają. Podobnie, jak innych ludzi wokół siebie. W zeszłym roku wynajęliśmy domek w pewnym urokliwie położonym ośrodku leśnym na Kociewiu, w miejscowości Ocypel, gdzie było wszystko do wspaniałej regeneracji po najcięższej nawet pracy: piękna pogoda, czyste jezioro do pływania – z pomostem i basenem dla mniej wprawnych pływaków, łódki, kajaki, pomosty dla wędkarzy, ogromne lasy ze wspaniałymi ścieżkami do biegania i jazdy na rowerze, małe smażalnie ryb i piwne ogródki. I właśnie w takich okolicznościach przyrody z irytacją i niesmakiem przez kilka dni obserwowałam dwie młode pary, które zamieszkały w sąsiednim domku. Ci młodzi ludzie natychmiast po wejściu do domku zainstalowali tam swój sprzęt grający, wytoczyli z samochodu zapasy piwa (i być może coś do jedzenia) i przy dźwiękach rapu oraz hip hopu spędzili trzy kolejne doby. Przerwę robili tylko wówczas, gdy udawali się do stołówki na posiłek wliczony w pobyt. Trudno uwierzyć?
Mnie trudno o tym pisać, bo wracają wspomnienia koszmarnych wieczorów, kiedy po kąpieli w jeziorze, wyprawie rowerowej, spacerze z psem chciało się posłuchać ptaków, a tu jak z koszmaru do ucha wdzierali się sąsiedzi, którzy swoim monotonnym muzycznym repertuarem zatruwali pobyt wszystkim dookoła, ignorując początkowe prośby o ściszenie muzy, bo nie są sami. Fakt, nie byli sami, bo wieczorami, z innych zakątków leśnego ośrodka dołączały głośne imprezy, oprawiane muzyką stosowną do poziomu nasycenia alkoholem uczestników kilku innych imprez… Gusta muzyczne były podobne: głośno i rytmicznie.
Cóż, w starciu z chamstwem, mało kto doraźnie wygrywa. Opuściliśmy ośrodek zdegustowani marnotrawieniem cennego czasu wakacji i tylu wspaniałych walorów, jakie dawało to miejsce…

Czego głusza nie zagłuszy
Na chwilę wrócę jeszcze do naszych wakacyjnych sąsiadów, słuchających non stop płyt gościa wkurzonego na cały niesprawiedliwy świat. Ich sposób relaksowania się jest dla mnie zjawiskiem tak osobliwym i niezrozumiałym, że chętnie zasięgnęłabym na ten temat opinii socjologa. A może też psychologa?
Zastanawiam się też do dziś: po co ci ludzie przyjeżdżają w takie właśnie miejsca? Przecież dla nich idealnym terenem zabawy byłby jakiś imprezowy ośrodek z dyskoteką, miejski ogródek piwny z głośną muzą, ewentualnie jakiś imprezowy plac z ławkami i parkingiem w pobliżu albo centrum handlowe…
Tymczasem oni atmosferę z tych miejsc przenieśli do leśnej głuszy. A leśna głusza tego nie zagłuszy…

W takim plenerze każda noc rozbrzmiewa muzyką natury. Grzechem jest ją zakłócać radiem
W takim plenerze każda noc rozbrzmiewa muzyką natury. Grzechem jest ją zakłócać radiem

Kultura osobista – bezcenna
Na koncercie Kazika nie przeszkadzały mi decybele i świetnie bawiłam się przez trzy godziny w tłumie jego rozbawionych fanów. Nie przyszłam tam przecież na obserwacje przyrodnicze… Szanuję też upodobania innych ludzi, totalnie odmienne od moich, i ich pomysły na dobrą zabawę. Ale to nie mój świat, toteż omijam pewne miejsca, nie próbując nikomu zmieniać upodobań, ani wprowadzać tam swojej obyczajowości. Nie lubię też oceniać cudzych gustów. Jeśli jednak ktoś brutalnie włazi buciorach do świątyni przyrody, by wciskać mi do ucha i oka swoją, obcą temu miejscu estetykę, to już nie życzę sobie… I chcę wyprosić intruza z miejsca, w którym zakłóca harmonię. Szacunek dla otoczenia to przejaw kultury osobistej. To też cenny dar natury.

Dlatego też cenię szczególnie takie miejsca jak Zagroda Ojrzanów, o której wspomniałam na początku. W samym środku Mazowsza, godzinę jazdy z Warszawy, około półtorej godziny z Łodzi… To miejsce, gdzie można wypocząć. Siedząc na brzegu dużego stawu, otoczonego rozległymi łąkami ciągnącymi się aż do terenów leśnych,  słuchając obłędnego śpiewu ptaków, poczułam się jak na Kaszubach. Tych dzikich, poza hałaśliwymi „ośrodkami leśnymi”. Stadko radośnie pobekujących owiec, konie na wybiegu i osiołek Donek, który chadzając własnymi drogami dał się głaskać, z bliska podziwiać swą urodę, dopełniły przyjemności.

Donek to towarzyskie i bardzo medialne zwierzę
Donek to towarzyskie i bardzo medialne zwierzę

Dopóki goście tu przyjeżdżający będą chcieli wypoczywać zgodnie z klimatem miejsca i zechcą wykorzystać walory okolicy, wypoczną wspaniale i skorzystają z bogatych darów natury. Ich sąsiedzi również. Zoja Żak

Tu ładuje się akumulatory życiowe
Tu ładuje się akumulatory życiowe
Dziękuję właścicielom Zagrody Ojrzanów za udostępnienie zdjęć z archiwum.

2 komentarze(y) “Troszkę spokoju. Proszę…

  1. Bardzo inspirujący tekst 🙂 Ja myślę, że ludzie, którzy jeżdżą do lasu i słuchają tam głośnej muzyki, po prostu chcą w ten sposób pokazać, że są panami świata. W mieście ich muzyki nie słychać, bo wszyscy hałasują, tam nie muszą się przebijać. Ja tak samo nie rozumiem quadowców, którzy pędzą przez lasy i dewastują zieleń oraz straszą zwierzynę…

    1. Poprzez taką nachalną „promocję” swojej ulubionej muzyki, quadów czy innej rozrywki zniechęcają wielu ludzi, którzy wcześniej nie mieli do tego żadnych uprzedzeń. Ja, wcześniej, od czasu do czasu słuchałam rapu z ciekawości, ale po wakacjach na Ocyplu, wracają mi najgorsze skojarzenia, kiedy tylko skądś dobiega ta muzyka…

Dodaj komentarz