Opublikowano

Dzbanki na polowaniu

Dzbanecznik

To niesamowite rośliny. Piękne, ale i podstępne zarazem. Przyglądając się ich konstrukcji, od razu ma się ochotę zapytać: „A gdzie jest mózg?”. Coś przecież musi dowodzić tym fascynującym, lecz jakże okrutnym mechanizmem…

Dzbaneczniki, szczególnie te rosnące w naturze, potrafią zachwycić. Niektóre mają ścianki o wysokości nawet kilkudziesięciu centymetrów. Podziwiałam jeden z takich olbrzymów i nagle wpadłam na pomysł, by zajrzeć do środka, a tam… właśnie odbywało się mordowanie owada. Niby wiedziałam, że te rośliny tak się odżywiają, ale jednak zrobiło to na mnie wrażenie.

Oryginalny dzbanek tak naprawdę jest ciekawie uformowanym liściem. W swoim wnętrzu gromadzi żrącą ciecz, o składzie podobnym do soków trawiennych zwierząt, a cały został skonstruowany tak, by łatwo mu było upolować ofiarę. Na górze jego brzegi pokrywa nektar, którym wabi owady, a jednocześnie nadaje dzbankowi poślizg po to, by ułatwić zdobyczy wpadnięcie do środka. Stamtąd już nieszczęśnik się nie wydostanie, bo tam również ścianki są śliskie, a poza tym pokryte mikroskopijnymi, woskowatymi płytkami, które łatwo się odłamują i przyklejają do odnóży owada, przez co on coraz bardziej traci przyczepność. Niektóre dzbanki po dostaniu się do nich ofiary zmieniają kształt, by uniemożliwić jej ucieczkę. Owad, wpadając w zabójczą ciecz, swoimi rozpaczliwymi ruchami pobudza roślinę do trawienia posiłku i zaczyna się „uczta”. Każdy dzbanek jest wyposażony w wieczko. Chroni ono ciecz trawienną przed deszczem, który mógłby ją za bardzo rozcieńczyć. Niektóre rośliny mają jeszcze dodatkowe udogodnienia, na przykład wypustki, które tworzą drabinkę, ułatwiającą ofierze dostanie się do nektaru, a tym samym – do pułapki. Wabią również kolorami, niczym barwne kwiaty. Kształty też mogą mieć przeróżne.

dzbanecznik
Po takich wypustkach łatwo dostać się do pułapki…

We wnętrzu tych kielichów giną głównie mrówki, muchy, termity, komary, osy, ćmy, chrząszcze, karaluchy, ale nieraz również żaby, węże, małe ptaki, myszy, czy szczury… I dzbanecznikom najczęściej udaje się  je strawić.

Okrutne, prawda? A mimo to fascynujące. Podziwiałam „zagłębie” dzbaneczników w Parku Narodowym Bako na Borneo, wraz z kilkunastoma osobami. I wszyscy patrzyliśmy na tych osobliwych morderców jak urzeczeni. Co więcej, rośliny owadożerne, mimo że trudne w pielęgnacji, zdobywają coraz większą popularność w naszych europejskich mieszkaniach. Budzą emocje.

Podobno każdy człowiek gdzieś głęboko jest zafascynowany złem. Stąd m.in. popularność kryminałów i filmów szpiegowskich, a w programach informacyjnych tyle sensacyjnych wiadomości. Inny przykład: niektóre kobiety nie potrafią zakochać się w „porządnych” mężczyznach, ale pociągają je ci bardziej brutalni… Niedawno na rynku ukazała się książka niemieckiego psychiatry Borwina Bandelowa, pt. „Bestia. Dlaczego zło nas fascynuje” , która rozwija ten temat.

Myślę, że w wypadku dzbaneczników chodzi jeszcze o coś więcej. Bo że ludzie i zwierzęta mają skłonności egoistyczne, to dobrze wiemy. Trudno jednak uwierzyć, że do tak wyrafinowanego polowania na swoje ofiary zdolna jest roślina, która w dodatku wygląda pięknie. I niewinnie.

Tekst i zdjęcia: Elżbieta Bogusławska-Przybysz

Czytaj podobne teksty:

Poskrom w sobie lwa

Bądź altruistą jak mrówka

Jesteśmy jak drzewa

 

 

 

 

.

 

Dodaj komentarz