Opublikowano

Uwodzicielski fiolet Prowansji

Pole lawendowe na czołówkę_p_edytowany-1

Ciągnące się aż po horyzont fioletowe pola lawendowe wyjątkowo mocno działają na wyobraźnię. Powodują, że od razu zapominamy o całym świecie i rozkoszujemy się ich widokiem. Zachwycają na zdjęciach, a co dopiero zobaczyć je w rzeczywistości!

Nic dziwnego,  że wśród kwitnącej lawendy można spotkać medytujących samotników lub rodziny czy grupy znajomych urządzające sobie pikniki. A jaka to piękna sceneria na romantyczną randkę! Wino wypite na takim polu musi mieć niesamowity smak…

Kilka lat temu moja serdeczna koleżanka Kasia pojechała latem do Francji oglądać lawendę. Poprosiłam ją o to, by podzieliła się z naturalnie.pro swoimi wrażeniami i zdjęciami. ‒ Od dawna marzyłam, by zobaczyć lawendowe pola, takie prawdziwe, w słonecznym kraju ‒ wspomina Kasia. ‒ Planując wakacje w 2011 roku, postanowiliśmy z mężem to marzenie zrealizować. Wybór padł na Prowansję, słynącą z lawendy. Pomyślałam, że tam na pewno widoki nas nie zawiodą.

Przed takim wyjazdem trzeba się przygotować. Ważny jest wybór odpowiedniej pory i miejsca. Lawenda nie rośnie bowiem w całej Prowansji i nie wszędzie jest jednakowo efektowna. Tę najbardziej wartościową, którą uprawia się w sposób w pełni ekologiczny, można znaleźć w rejonach Górnej Prowansji, na wysokości powyżej 800 m n.p.m. W 1981 roku otrzymała ona certyfikat kontrolowanego pochodzenia A.O.C., co oznacza, że w procesie destylacji otrzymuje się z niej najlepszy, najczystszy olejek lawendowy. ‒ Przed naszą wyprawą długo studiowaliśmy różne przewodniki i strony internetowe, aby wybrać miejsce, w którym kwiaty lawendowe będą akurat w pełnym rozkwicie – wspomina Kasia. ‒ Postanowiliśmy jechać w drugiej połowie lipca, mając nadzieję, że zdążymy przed zbiorami. Jako główny cel podróży wybraliśmy miejscowość Sault i pobliskie okolice.

Lawenda

Sault to lawendowe centrum Prowansji. Fioletowe wonne kwiatki utrzymują się w jego rejonie dosyć długo. Co roku 15 sierpnia, tuż po żniwach, odbywa się tam wielki festiwal lawendy, który rozpoczynają zawody w ścinaniu tej rośliny i układaniu bukietów. Sault słynie również z bardzo urokliwego targu lawendowego, gdzie można kupić dosłownie wszystko, co wyrabia się z lawendy, od miodów i olejów, po kosmetyki, odświeżacze powietrza i przeróżne ozdoby. W miasteczku znajduje się też muzeum lawendy, w którym można się dowiedzieć wiele o jej uprawie i sposobie przetwarzania.

Wóz z lawendą w miasteczku Sault
Wóz z lawendą w miasteczku Sault

‒ Dzień, w którym miały się spełnić moje marzenia, był bardzo pochmurny i deszczowy ‒ przyznaje Kasia. ‒ Gdy po drodze do Sault wypatrzyliśmy w końcu pierwsze lawendowe pole, nie zrobiło na mnie dużego wrażenia. Kwiaty były małe, pędy kładły się pod ciężarem deszczu. To, co mnie najbardziej uderzyło, to… brak zapachu. A tyle się naczytałam w różnych przewodnikach i relacjach o tym, że fioletowe pola pięknie pachną! Czułam małe rozczarowanie. Dopiero później przekonałam się, że lawenda ma kilkadziesiąt odmian, a ja na początku trafiłam na jedną z mniej okazałych.

Wszędzie, jak okiem sięgnąć, lawendowe pola
Wszędzie, jak okiem sięgnąć, fioletowe pola

‒ W miarę, jak zbliżaliśmy się do miasteczka, lawendowych pól przybywało ‒ mówi dalej Kasia. ‒ A samo Sault, mimo że to był środek lata, robiło wrażenie sennego. Gdzieniegdzie szedł jakiś spacerowicz. Chłonęliśmy tę leniwą atmosferę i co chwilę zwracaliśmy uwagę na jakiś detal – oryginalną wystawę sklepową, kwiatowe dekoracje przed restauracyjkami w wąskich uliczkach itp. Z każdej strony kusiły nas kolorami i zapachami lawendowe pamiątki. Zdecydowałam się na kilka drobiazgów: pachnące poduszeczki, mydełka, olejek eteryczny i pęczek świeżej lawendy, z którego cieszyłam się jak dziecko. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy dalej w poszukiwaniu fioletowych pól. Minęliśmy ich kilkanaście, ale tylko na niektórych kępy lawendy były okazałe, a jej kolor intensywny. Kierowaliśmy się w stronę kanionu Verdon. Lawendy było coraz mniej, a zamiast niej pojawiły się przepiękne pola słoneczników. Nie mogliśmy się oprzeć, wysiedliśmy z samochodu, by pospacerować w morzu żółtych kwiatów i porobić zdjęcia.

Słonecznik
Żółć prowansalskich słoneczników jest bardzo intensywna

Jechaliśmy dalej. Naraz zorientowaliśmy się, że pomyliliśmy drogę. Nie zawróciliśmy jednak, bo nagle zobaczyliśmy przed sobą wyjątkową uprawę dorodnej lawendy. Jej widok odebrał mi mowę. Stałam zachwycona i patrzyłam na fioletowe pasma krzewów, ciągnące się hen, hen… Chłonęłam ten niezwykły obraz wszystkimi zmysłami. W pewnym momencie zobaczyłam w oddali pracujący traktor. Dotarło do mnie, że właśnie zaczęły się żniwa. Weszliśmy z mężem w lawendowe alejki. Podziwialiśmy je, mając świadomość, że za chwilę znikną. Potem obserwowaliśmy pracujący traktor i rozrzucane przez niego bukiety. Z jednej strony czułam żal, że to, co mnie w tym momencie zachwyca, właśnie przemienia się we wspomnienie, a z drugiej strony – radość, bo zdążyłam. To była najpiękniejsza lawenda, jaką kiedykolwiek widziałam.

Lawendowe pole
Fioletowe alejki tuż przed ścięciem
Traktor pracujący na lawendowym polu
Traktor pracujący na lawendowym polu
Bukiety
Świeżo ścięte bukiety lawendy

Chwilę później za kwotę 10 euro stałam się posiadaczką lawendowego bukietu. Był piękny: olbrzymi i pachnący. Wreszcie mogłam się rozkoszować zapachem lawendy… W samochodzie woń okazała się jednak na tyle intensywna, że musieliśmy po pewnym czasie bukiet owinąć i schować do reklamówki. Po przywiezieniu do Polski, zrobiłam z niego odświeżające woreczki z lawendowym suszem, które podarowałam znajomym. Jeden z nich zostawiłam sobie i pachnie do dziś. Przypomina mi to niezwykłe pole, którego lokalizacji dokładnie nie pamiętam. Wrócę jednak kiedyś do Prowansji, żeby odnaleźć to miejsce, za którym teraz tęsknię.

Tekst: Katarzyna Nowicka i Elżbieta Bogusławska-Przybysz
Zdjęcia: Katarzyna Nowicka

Lawendowe pola w Prowansji

Dodaj komentarz