Opublikowano

Wielka zieleń

IS_trawniknasz

Kiedy latem odwiedzili nas przyjaciele „z miasta” i na widok naszego trawnika zdjęli buty i radośnie pogalopowali po murawie, poczułam się dumna z efektów całorocznej pielęgnacji naszego kawałka zieleni. Faktycznie, przez cały rok, pomijając  kilkudniowe okresy zalegania śniegu w ogrodzie, mamy zielony trawnik za oknem. Zdrowa gęsta trawa jednak nie utrzyma dobrej formy bez wsparcia człowieka i respektowania terminarza prac ogrodniczych.

Pielęgnację naszego trawnika zaczynamy w połowie lutego. Kiedy nie ma na nim pokrywy śnieżnej, rozsypujemy na trawie dolomit, czyli wapno, które odkwasza glebę i zapobiega rozwojowi grzybów i kwasolubnych chwastów. Bywają jednak lata, jak w tym roku, że przegapiliśmy wapnowanie w lutym i zrobiliśmy to całkiem niedawno. Wapno może być rozsypywane w ciągu całego roku. Pod koniec marca albo w kwietniu, na ile pozwalają warunki atmosferyczne i trawnik przeschnie po zimowych opadach, przeprowadzamy wertykulację, czyli wyczesywanie sfilcowanej trawy, obumarłych resztek roślin i chwastów, a przy okazji  spulchnienie jego zbitej powierzchni. Najpierw kosimy wystające kępki trawy, odsłaniając jej niższe partie, a następnie za pomocą specjalnego sprzętu przeprowadzamy wertykulację. Jeśli chcemy zaoszczędzić pieniądze, robimy to sami, zajmuje to nam około dwóch dni. Oczywiście, znacznie sprawniej robią to fachowcy – w ich wykonaniu trwa to 3-4 godziny. Rozpiętość cenowa jest spora. Za ten sam trawnik wielkości 600 m kw. zdarzała nam się wycena od 200 do 500 zł. Jeżeli firma zrobi to solidnie, trawnik wygląda jakby zryło go stado dzików…

Jeśli wysiejesz, to i skosisz…
Ale po tygodniu zaczyna się zagęszczać i zielenić, bo jest dotleniony. Po kilku dniach, kiedy zagoją się pokaleczone w trakcie wertykulacji korzenie trawy, rozsiewamy nawóz wiosenny, z zawartością minerałów i azotu, przy okazji także rozsiewamy kompost. Wtedy też zazwyczaj uzupełniamy różne braki i fragmenty zniszczone przez psa, czy przez krety, wysiewając ziarna trawy zmieszane z ziemią ogrodniczą i udeptujemy te miejsca, regularnie je potem podlewając wodą. Przy okazji, jeśli zdarzyła się nam zimowa wizyta kreta, staramy się rozgrabiać pozostawione przez niego stożki, tak by rozprowadzić ziemię z kopca, nie zadeptując tych miejsc w place. Szkody są wówczas mniej widoczne, a same otwory zrobione przez kreta prawie niedostrzegalne.
Wiosną staram się też za pomocą specjalnego narzędzia wyłuskiwać z trawnika mlecze, które bardzo licznie rozsiewają się po jego powierzchni. Powstają małe otwory, które przy okazji napowietrzają glebę. Nie wszystkim przeszkadzają mlecze i przyznam, że choć usuwam je u siebie, to z przyjemnością obserwuję setki żółtych kwiatków na trawnikach niektórych sąsiadów…

W pierwszym tygodniu maja odbywa się zazwyczaj pierwsze koszenie. Trawę przycinam niezbyt krótko, żeby nie wysychała w ostrym słońcu. Omijam miejsca świeżo obsiane, żeby nie zniszczyć delikatnych kiełków młodej trawki. A potem już na dobre rozkręca się sezon koszenia – od maja do lipca nawet dwa razy w tygodniu! To stały obowiązek w naszym kalendarzu i w kalendarzach sąsiadów, niestety. Bywają weekendy, kiedy przez większość czasu, po kolei, z różnych stron dobiega buczenie kosiarek. Staram się podłączać do warkotu kosiarki za płotem, żeby oszczędzić innym pojedynczego „koncertu”, ale nie zawsze to się udaje.

Dla mnie fantastycznym udogodnieniem jest mulczowanie trawy – większość nowych kosiarek ma tę opcję, polegającą na rozdrabnianiu trawy i równomiernym rozsiewaniu jej pod kosiarką bez zbierania w kosz. Mamy własny kompost, ale wysypywanie ok. 30 koszy podczas jednego koszenia nie należy do moich ulubionych zajęć. Toteż mulczowanie jest dla mnie wielkim dobrodziejstwem. Dzięki temu 600-metrowy trawnik koszę w godzinę! Za to pracownicy firmy przeprowadzającej zabieg wiosennej wertykulacji byli zaskoczeni ilością sfilcowanej trawy… Trawnik mulczowany ma murawę grubszą i bardziej miękką dla bosych stóp.  Do tego dochodzi cudowny zapach suszącej się trawy. Ten sposób koszenia zabezpiecza też trawnik przez palącym słońcem, gdyż powierzchnia gleby i korzenie trawy są przykrywane rozdrobnioną zielonką. Niestety, trochę gorzej to wygląda, kiedy mulczowana trawa jest wilgotna i przylepia się do naszych butów i łap psa. Wtedy mamy też trawę w domu.
W tym roku zamierzam przetestować Humus Acive – ekologiczny polepszacz glebowy, który mi polecił ktoś na fejsbukowym forum w grupie Dzicy Ogrodnicy. Preparat ten ponoć zawiera pozytywne mikroorganizmy, które szybko rozkładają resztki organiczne dostarczając korzeniom trawy składniki pokarmowe oraz próchnicę pokarmową.
Może wiosną będzie mniej suchych resztek do wyczesania  z trawy…

Trawnik to całkiem przyjazne legowisko, a czasem też plaża dla naszego psa...
Trawnik to całkiem przyjazne legowisko, a czasem też plaża dla naszego psa…

Przed końcem czerwca rozsiewam ponownie nawóz do trawnika, zwykle tuż przed ulewą. Ale wysiewam znacznie mniejszą ilość, niż  jest zalecana na opakowaniu, żeby nadążyć z koszeniem, bo czerwcowy trawnik po nawożeniu maksymalnie przyspiesza… Zwykle wtedy jest najbardziej zielony i soczysty. Później w naszym klimacie zaczyna się albo pora deszczowa, albo sucha. Jeśli deszczowa, jedynym zmartwieniem jest znalezienie przerwy w opadach, żeby wyjść z kosiarką. Zaletą tego stanu rzeczy jest oczywiście, że nie słychać pojedynczego buczenia, bo kiedy tylko trawa przeschnie, kosić trawniki zaczynają wszyscy naraz.

Sąsiedzkie pogotowie ogrodowe
Jeśli nadejdzie pora sucha, zaczynamy podlewanie trawnika i reszty ogrodu… Mąż rozprowadził po całym ogrodzie dziesiątki metrów węża i to nam ułatwia podłączanie odpowiednich końcówek zraszających trawnik nocami przez kilka godzin. Mamy nawet specjalny timer sterujący tym procesem, co pomaga w okresie urlopu. Jakkolwiek w tym okresie nieoceniona jest pomoc sąsiadów, którzy odwiedzają nasz ogród i podlewają, co trzeba. Potem rewanżujemy się im tym samym.

Zielona trawka to również fajny plac zabaw dla dorosłych...
Zielona trawka to również fajny plac zabaw dla dorosłych…

W sierpniu lub na początku września staramy się rozsiewać nawóz jesienny, bez azotu, zapewniający ukorzenienie trawy i zabezpieczenie jej na zimę. Wtedy też zazwyczaj trawnik jest najbardziej zmęczony i pożółkły… Odżywa w październiku, gdy jeszcze co dwa tygodnie jest koszony, a czasem częściej, kiedy przy pomocy kosiarki zbieram liście spadające z krzewów i drzew. Mamy sporo liściastych drzew, niestety, więc koszenie trawnika zastępuje grabienie – co najmniej dwa razy w tygodniu. Zielone odpady są odbierane w ramach segregacji śmieci, więc regularnie wystawiamy za płot ogromne liczby worków z liśćmi. Poza grabieniem liści, żeby nie zalegały na trawniku, nie poświęcamy już trawnikowi większej uwagi i zostawiamy go w spokoju. Po prostu jest i stanowi tło kolejnych miesięcy najbardziej ponurej pory roku, zapewniając odrobinę zieleni naszym oczom wtedy, kiedy tak bardzo jej brakuje…
Ale póki wiosna trwa, cieszmy się wielką zielenią, która dopiero przed nami! Zoja Żak

Takie widoki na trawnik i jego otoczenie jeszcze przed nami!
Letni pejzaż z trawnikiem w tle dopiero przed nami!

Czytaj też o drzewach, zobacz zdjęcia wiosny, poznaj pszczołę bez żądła, wypróbuj przepis na sałatkę lub podwieczorek w ogrodzie

Dodaj komentarz