Opublikowano

Witamina miłości?

SONY DSC

Od lat słyszymy, że słońce jest niebezpieczne. Chronimy się przed nim szczelnie filtrami UV. Zawierają je już nie tylko emulsje do opalania, ale też kremy pielęgnacyjne, podkłady i pudry, szminki, itd. Z jednej strony to dobrze, że się tak chronimy, ale pojawił się nowy problem: brakuje nam witaminy D.

Pamiętam, że kiedyś, przed tym, jak zaczęto wszędzie trąbić o zagrożeniach związanych z dziurą ozonową, nikt nie mówił o niedoborach witaminy D. Było oczywiste, że jej najlepszym, najbardziej naturalnym źródłem jest słońce. 15-20 minut spaceru w słoneczny dzień uważano za optymalne, by dostarczyć organizmowi tej witaminy (a właściwie pobudzić go do jej produkcji). Latem „ładowało się” jej zapasy na chłodne miesiące, a jesienią i zimą zalecano wykorzystywać bezchmurne dni i wystawiać twarz do słońca. Nikt nie mówił wtedy o suplementacji!

Naturalna pobieralnia witaminy D
Naturalna pobieralnia witaminy D

Organizm ludzki wytwarza witaminę D pod wpływem promieni słonecznych. I takie jest przede wszystkim jej źródło (ale szczelne smarowanie się preparatami z wysokimi filtrami znacznie utrudnia ten proces). Można też wspomagać się dietą. Witaminę tę zawiera przede wszystkim tran, a także ryby, głównie: węgorz, śledzie, łosoś, sardynki, makrele, tuńczyk. Mniejsze jej ilości występują także w żółtku jaj, wątrobie, serze żółtym, mleku.

W śledziach też znajdziemy trochę witaminy D
W śledziach też znajdziemy trochę witaminy D

Od kilku lat w Polsce lekarze podnoszą larum, bo okazuje się, że wielu mieszkańcom naszego kraju bardzo brakuje witaminy D. Dane są bardzo różne, ale mówi się, że na niedobory te cierpi ponad połowa naszego społeczeństwa. Niedawno byłam na bardzo ciekawej konferencji dotyczącej antykoncepcji, organizowanej przez portal dla dziennikarzy „Zdrowa Ona”, na której prof. Romuald Dębski, położnik, ginekolog i endoktrynolog podkreślał, że ponad 70 proc. noworodków w Polsce przychodzi na świat z niedoborem tej witaminy, co oznacza, że drastycznie brakuje jej też kobietom w  ciąży. A jest ona niezbędna z wielu powodów, odpowiada m.in za sprawne funkcjonowanie układów: kostnego, nerwowego, mięśniowego, immunologicznego.
Braki witaminy D w organizmie powodują dużo poważnych skutków. Podaję tylko niektóre z nich:
słabe kości (u dzieci rozwija się krzywica, u dorosłych – m.in. osteoporoza, bo niedobór witaminy D ogranicza wchłanianie wapnia) i zęby;
bóle kostno-mięśniowe, skurcze mięśni;
bezsenność;
niepokój;
utrata apetytu;
niesmak w ustach i pieczenie w gardle;
zaburzenia widzenia;
większa skłonność do infekcji.
Niedobór witaminy D w życiu płodowym może doprowadzić do zaburzeń rozwoju mózgu niemowlęcia, a w późniejszym wieku zwiększa zagrożenie schizofrenią i autyzmem. Wiele badań wskazuje na to, że u dorosłych osób rośnie też ryzyko otyłości oraz cukrzycy, nowotworów, zawałów serca – choć naukowcy nie są tu do końca zgodni.

Słońce w nadmiarze szkodzi, ale warto umiejętnie je wykorzystywać
Słońce w nadmiarze szkodzi, ale warto umiejętnie je wykorzystywać

Kiedy na temat groźnych niedoborów tej „słonecznej” substancji pojawiło wiele tekstów i wypowiedzi w mediach, coraz więcej osób zaczęło kupować witaminę D w kapsułkach i ją suplementować. Czy to dobre rozwiązanie? Tak, jeżeli robimy to w porozumieniu z lekarzem, ponieważ nadmiar tej witaminy również ma poważne skutki dla zdrowia. Powoduje m.in.:
osłabienie;
biegunkę i nasilone oddawanie moczu;
wymioty;
utratę apetytu;
zwiększone pragnienie;
nadmierne pocenie się;
świąd skóry;
osłabienie;
ból głowy;
problemy ze wzrokiem;
zaburzenia pracy serca;
skłonność do tworzenia się kamieni w pęcherzyku żółciowym i nerkach;
deformacje i choroby kości u noworodków.
Latem, kiedy nie brakuje słońca, warto więc „pobierać” jego promienie (z zachowaniem ostrożności; pamiętajmy: wystarczy wystawić 20 proc. swojego ciała na działanie słońca na 15-20 minut), by pozyskiwać witaminę D w naturalny sposób. Organizm wytworzy jej wtedy dokładnie tyle, ile potrzebuje i nie ma ryzyka przedawkowania.
Wrócę tu jeszcze do wspomnianej konferencji organizowanej przez portal „Zdrowa Ona”. Prof. Romuald Dębski zwrócił na niej uwagę na jeszcze ważny aspekt. Wakacje sprzyjają miłości w każdym rozumieniu tego słowa. Na pewno latem obie płcie mają większą witalność, ale też witamina D wytwarzana pod wpływem promieni słonecznych zwiększa płodność mężczyzn. Sprawia, że rośnie objętość nasienia i liczba plemników oraz ich ruchliwość (ale i tu suplementować witaminy D bez umiaru nie warto, bo przedawkowanie daje efekt odwrotny!). Co ciekawe, najwyższa płodność jest po 2-3 miesiącach od „nasłonecznienia”. Łatwo więc obliczyć, że pod koniec lata panowie są najbardziej „uzbrojeni”. I co Wy na to, kobiety?…

Letni romans często bywa „owocny”...
Letni romans często bywa „owocny”…

Elżbieta Bogusławska-Przybysz

Zdjęcia: http://morguefile.com

 

 

Dodaj komentarz