Opublikowano

Wzdłuż Czerwonego Kanionu

Wietnam potok 4 ok_pm

Wyprawa po mleczko kokosowe ‒ tak można nazwać ten spacer w zachwycających plenerach. Był on niezwykły także dlatego, że cały czas szliśmy po czerwonym piasku, a stopy przyjemnie muskała nam cieplutka woda.

Chwilami  wodę mieliśmy po kostki, czasem po kolana, a były też miejsca, że wyżej, prawie po pas, ale nie chciało się wychodzić na brzeg. Na potok Suoi Tien w Wietnamie różnie mówi się w języku polskim ‒ jedni nazywają go Bajkowym, inni ‒ Potokiem Wróżek, ale obie nazwy pasują do niego doskonale. Sceneria, stworzona całkowicie przez naturę, jest tu nierealnie piękna.

Uroda tego miejsca zaskakuje tym bardziej, że leży ono niedaleko zatłoczonego, typowo turystycznego, nadmorskiego kurortu Mui Ne. Trzeba oddalić się od skupiska hoteli o jakieś kilkanaście kilometrów, na przykład na rowerze lub motorze. Najmniej ludzi dociera nad potok w porze południowej i wówczas najlepiej czuje się tu kontakt z naturą. Czterdziestostopniowych upałów nie należy się obawiać ‒ wystarczą okulary przeciwsłoneczne, coś na głowę i, oczywiście, krem z filtrem ‒ bo spaceruje się wprawdzie brodząc w ciepłej wodzie, ale nie gorącej i jest to bardzo przyjemne. Potoku prawie nie widać od ulicy (a raczej: widać wodę o mało ciekawym kolorze i nic nie zachęca, by iść dalej). Na początku wchodzi się w gęsty, dość długi tunel z zieleni, dlatego to, co znajduje się na jego końcu, jest dużą niespodzianką. Oczom ukazuje się piękny Czerwony Kanion.

Wietnam potok ok_p m
Woda Bajkowego Potoku wije się pomiędzy ciekawymi skałami

Idąc środkiem, ma się wzrok rozbiegany. Krajobrazy są tak urozmaicone, że nie wiadomo, gdzie patrzeć. Wszystko by się chciało zobaczyć i zapamiętać każdy szczegół. Z jednej strony można podziwiać niesamowite formacje skalne o żywych barwach: czerwone, różowe, pomarańczowe, z białymi fragmentami, a z drugiej mamy brzeg porośnięty imponującymi gajami palmowymi.

Oba brzegi bardzo się różnią: jeden jest skalisty, drugi ‒ bardzo zielony
Oba brzegi bardzo się różnią: jeden jest skalisty, drugi ‒ bardzo zielony

Na początku potok jest płyciutki, potem w kilku miejscach staje się głębszy. Po przejściu przez jedno z nich czeka żywa niespodzianka: na samym środku potoku, przywiązana długim sznurkiem do drzewa, stoi brązowa krowa. Najwyraźniej jest oswojona z turystami, bo nadstawia głowę do głaskania i chętnie daje się fotografować.

Stała sobie jak królowa tego miejsca, chwilami zastygając nieruchomo jak posąg
Krowa wyglądała jak posąg. Trudno było uwierzyć, że to żywa królowa tego miejsca
Czyż nie jest sympatyczna?
Czyż nie jest sympatyczna?

Potok kończy się przy niewielkim wodospadzie, ale nie on okazał się tu największą atrakcją. Poszliśmy stromą ścieżką w górę, za drewnianą tabliczką informującą o kokosowym gaju. Gdy się wspięliśmy, przed nami ukazały się nie tylko palmy, ale też ryżowe pole. Przyglądałam się zielonym kłosom, których nigdy wcześniej nie miałam okazji zobaczyć tak blisko.

+Wietnam potok 23 ok_pm
Pole ryżowe, palmy, piasek… Obrazek jak z raju
Zielone kłosy ryżu
Zielone kłosy ryżu

Było to prywatne domostwo, mieszkała w nim bardzo miła rodzina, która zapraszała na kokosy do własnego ogródka. Spojrzałam pod palmę, leżało tam kilka dużych orzechów, sądziłam, że to te na sprzedaż. Nie przepadam za świeżym mlekiem kokosowym, ale w tak niecodziennym miejscu postanowiłam zrobić wyjątek i je zamówić. Pan domu podszedł w kierunku palmowego gaju. Nie sięgnął jednak po owoce leżące na piasku. Błyskawicznie wspiął się po gładkim pniu wysokiej, kilkunastometrowej palmy na jej samą górę. Aż usta otworzyłam ze zdziwienia. Nigdy bym nie podejrzewała, że człowiek może być taki zręczny! Kilkoma ruchami ściął dwa orzechy, a cała operacja nie trwała nawet minuty, bo z trudem zdążyłam zrobić parę zdjęć.

Gospodarz w koronie drzewa
Gospodarz w koronie drzewa
Kokosy ścięte, można ześlizgnąć się na ziemię
Kokosy ścięte, można ześlizgnąć się na ziemię

Potem było jeszcze mrożące krew w żyłach otwieranie kokosa dużym tasakiem przez gospodynię. Robiła to z wielką siłą i rozmachem. Raz, dwa… Włożyła do orzecha słomkę i dała mi go z szerokim uśmiechem.

Wzięłam tego wielkiego kokosa, usiadłam w cieniu palmy, patrzyłam na ryżowe pole i miałam świadomość, że za moimi plecami, w dole, płynie Bajkowy Potok. Sączyłam mleczko i w pewnym momencie poczułam, że zaczęło mi naprawdę smakować. Pierwszy raz w życiu. Wypiłam je całe, choć w wielkim orzechu było go około litra (a przecież w jego składzie 17 proc. to tłuszcz!). Do dziś się dziwię, jak to zrobiłam, ale myślę, że to dzięki tej magicznej scenerii wokół mleczko zyskało tak niesamowity smak. Wietnam już zawsze będzie mi się z nim kojarzył. Pomyślałam, że chciałabym jeszcze kiedyś wypić równie pysznego kokosa.

Tekst: Elżbieta Bogusławska-Przybysz
Zdjęcia: Elżbieta Bogusławska-Przybysz i Mariusz Przybysz

Czerwony Kanion w Wietnamie

7 Komentarze(y) “Wzdłuż Czerwonego Kanionu

  1. Jak to sie pieknie czyta! Jakbym sama byla tam przed chwila! Marzenie!

    1. Dziękuję. Chętnie bym tam teraz wróciła 😉

  2. Wspaniałe! Też chciałabym tam kiedyś pojechać 😀

  3. Będę w Mui Ne i zachwycona zdjęciami bardzo chciałabym tam trafić.Tylko jak? Będę w hotelu Canary Beach Resort i byłabym wdzięczna za dokładne wskazówki jak tam trafić i ile przeznaczyć czasu gdyż będę tam tylko dwa dni na odpoczynku po objazdówce

    1. Musi jechać Pani w stronę wioski rybackiej i wydm, na skraj Mui Ne, w kierunku zachodnim. Rowerem albo motocyklem. Potok znajduje się przed wioską rybacką. Wpada do morza, więc przejeżdża Pani przez mostek. Po lewej stronie można zostawić środek transportu, mieszkańcy znajdującego się tam budynku wypiekają słodkie ciastka. Potok w tym miejscu jest bardzo nieciekawy, są w nim śmieci, ale trzeba się odważyć i pójść w głąb. Jak się przejdzie zadrzewioną część, zaczyna się bajkowa kraina, a woda jest czyściutka, ciepła i bardzo przyjemnie się w niej brodzi 🙂

      1. Dziękuję za szybką odpowiedź. Czyli, ja dobrze rozumiem, można dojść do potoku też plażą, bo wygląda na to że z mojego hotelu to będzie całkiem blisko.Jeszcze tylko szczegół – długi ten kanion? Ile przeznaczyć czasu na samo przejście kanionu? Jestem w Mui Ne tylko dwa dni i plan mam napięty, a bardzo chcę wcisnąć ten punkt.

        1. Nie jest zbyt długi, ja się nawet zdziwiłam, że to już koniec. Myślę, że jakieś 2 km w jedną stronę. Warto tylko zarezerwować czas na picie mleka kokosowego 😉

Dodaj komentarz